Toy detox. Jak i po co zabrałam dziecku zabawki

Skupienie na zabawie. Kreatywność. Porządek. Oszczędność. Zdrowe podejście do kupowania. To główne korzyści, jakich się spodziewałam, kiedy 3 miesiące temu ograniczyłam liczbę zabawek Ono.

Do 15 sztuk.

Zabawkowe tsunami

Nasze dzieci posiadają zbyt wiele. Wiele z nich jeszcze przed narodzinami obdarowywane jest całym mnóstwem rzeczy. Takich ślicznych… i takich zbędnych. Wtedy też zaczyna się zabawkowe tsunami: grzechotki, gryzaki, karuzelki, przytulanki i pozytywki płyną nieprzerwaną falą. Mały człowiek uczy się, że życie polega na nieustannej stymulacji i poszukiwaniu nowych bodźców; że radość płynie z posiadania; że prezenty to codzienność. Co tu dużo mówić, skoro my sami, choć dorośli, rzadko mamy zdrowy stosunek do konsumpcji. I zarażamy tym kolejne pokolenia. Niestety.


Mniej naprawdę znaczy więcej

Na temat nadmiaru zabawek eksperci wypowiadali się już wielokrotnie i zawsze krytycznie. Stwierdzono, że mając zbyt wiele zabawek (przeciętne brytyjskie dziecko posiada ich ponad 200!), maluchy:

  • bywają nadpobudliwe,
  • stają się przebodźcowane, drażliwe, marudne,
  • nie potrafią skupić się na dłużej,
  • oraz mogą mieć problemy ze snem.

Z kolei według teorii Marii Montessori (stworzonych jakieś 100 lat temu, a więc w epoce przed masową produkcją dziecioakcesoriów i agresywnym marketingiem), niewielka liczba zabawek uczy dzieci sztuki negocjowania i pozwala sprawniej współpracować. W Niemczech testy na dzieciach w wieku przedszkolnym potwierdziły, że zabranie zabawek wzmaga kreatywność i skutkuje poszukiwaniem nietypowych rozwiązań w zakresie wykorzystania dostępnych przedmiotów (firanek, poduszek, mebli).


Dziecko w przestrzeni wspólnej

Tak się złożyło, że do tematu wyprawki musieliśmy podejść nieco inaczej niż większość rodziców: zaczęliśmy od wykreślania tego, czego mieć nie zamierzamy. Na pierwszym miejscu znalazł się pokoik. Tak, od ponad 2 lat funkcjonujemy bez pokoju dziecięcego. Wynika to po prostu z naszych możliwości lokalowych. Jak każde, to rozwiązanie ma swoje zalety i wady, jednak jedną z jego konsekwencji jest wręcz konieczność minimalizowania ilości i rozmiarów dzieciorzeczy. Nie mamy basenu z kulkami, namiociku, warsztatu do majsterkowania czy nawet stoliczka z krzesełkami. Nie dla nas też modne łóżeczko-domek i inne pinterestowe rozwiązania. Zabawki Ono stacjonują na kilku półkach regału w dużym pokoju. Porządek to pierwszy powód, dla którego postanowiłam przeprowadzić zabawkowy detoks – czyli wielkie sprzątanie zabawek. 


Uwaga na uwagę

Drugim poważnym powodem była obserwacja mojego dziecka. Ono nigdy nie skupiało się długo na jednej rzeczy – co jest raczej typowe dla tego wieku (ma obecnie 2,5 roku). Jednak te chwile, kiedy rzeczywiście i z dużym zaangażowaniem się czymś bawiło, zdarzały się jedynie w dwóch sytuacjach: albo wtedy, kiedy na horyzoncie pojawiało się coś nowego (wtedy inne zabawki mogły nie istnieć), albo świeżo po porządkach (kiedy jednym spojrzeniem ogarniało swoje półeczki i od razu widziało, co gdzie leży, a żadna zabawka nie zasłaniała innych). Widomym znakiem tego, że dla tego małego człowieczka konieczność wyboru spośród zbyt wielu opcji jest przytłaczająca, było nadejście tzw. tajfunu Ono. Wszystkie rzeczy po kolei lądowały na podłodze, stając się jednym wielkim kłębowiskiem. Moje dziecko brodziło w nim po kolana, bucząc żałośnie: „mamo, nudzę”.


Zabawkowy detoks

Inspiracją do wielkich porządków stał się dla mnie wpis na blogu Matka Skaut, która podeszła do sprawy metodycznie i pod hasłem “mniej zabawek – więcej zabawy” urządziła córkom bardzo mocną redukcję stanu posiadania. Wiedziałam, że na pewno będę robić to po swojemu, bo też nasza sytuacja była nieco inna. Wiedziałam też, że ostateczny wynik, tak jak przy słynnych listach 100 przedmiotów dla minimalisty, zależy od przyjętego sposobu liczenia. Moim celem było zmniejszenie liczby zabawek mojego dziecka do 15 sztuk. U Magdy taka liczba przeznaczona była dla dwojga dzieci i obejmowała także książki (zaczęły korzystać z lokalnej biblioteki). 

Redukcja zabawek

MOJA METODA Krok po kroku

1. Robię kupę!

Zaczęłam od zgromadzenia wszystkich zabawek w jednym miejscu. Zdjęłam książki z półek, otworzyłam pudełka i wysypałam ich zawartość, przyniosłam z łazienki zabawki do kąpieli, a z przedpokoju zabawki do piasku. Wszystko leżało na kupie w dużym pokoju. I wyglądało nieco przerażająco, szczególnie kiedy wrzuciłam fotkę na mój Instagram i dostałam kilka wiadomości w stylu „ojejku, jak strasznie dużo zabawek macie!” (a sądziłam, że na tle rówieśników Ono ta kolekcja wypada raczej blado).


2. Diagnozuję

Nadmiar zabawek może wynikać z różnych czynników. Zazwyczaj jest to nieumiarkowanie w kupowaniu. Wychodzę z (może błędnego) założenia, że książki to coś, czego nigdy nie ma się za dużo. I choć staram się nie przepuszczać całej wypłaty na słowo drukowane i te wszystkie piękne książki dla dzieci, to jednak to był główny problem. Druga kwestia to spora liczba zabawek niedostosowanych do wieku. Krótko mówiąc, to te, z których dziecko wyrosło lub do których jeszcze nie dorosło. Niewielka część rzeczy to przypadkowe prezenty, które dostaliśmy i które Ono totalnie olewa (głównie pluszaki). Zniszczonych zabawek pozbywam się na bieżąco. Zazwyczaj chodzi o zużyte zeszyty z naklejkami i zadaniami.


3. Segreguję

W pierwszej kolejności podzieliłam zabawki na trzy grupy:

  1. te, którymi Ono obecnie się bawi;
  2. te, z których ewidentnie wyrosło;
  3. te, do których ma szansę dorosnąć.

Podobny system zastosowałam wobec książeczek. Zabawki i książki z drugiej grupy trafiły do torby, którą zamierzałam podarować siostrzeńcowi. Tych będących w użyciu było ok. 20 – w sam raz do moich celów.


Co zostało?

  1. 3 pluszaki, z którymi Ono śpi na zmianę (kot, świnia i miś) + 2 lalki
  2. Ekwipunek na plac zabaw
    (foremki, narzędzia, bańki, kreda i piłeczka)
  3. Drewniana kolejka
  4. Klocki Duplo
  5. Drewniana kuchnia z garnkami i warzywami
  6. Znikopis z pieczątkami magnetycznymi
  7. Drewniany wózek-pchacz
  8. Wieża z kubeczków
  9. Instrumenty muzyczne
  10. Pies-sorter na kółkach
  11. Rowerek biegowy
  12. Zestaw do ćwiczeń motoryki małej
    (drewniana pęseta, pudełko na kostki lodu, pomponiki)
  13. Drewniane magnesy zwierzęta
  14. Dmuchany basen
  15. Korale z gry Nawlekaj, nie czekaj
  16. Torebka i portfel do zabawy w zakupy

Do tego książki (ok. 0,6 metra bieżącego) oraz materiały plastyczne (ciastolina i foremki oraz wałek, kredki i papier do rysowania, akwarele i pędzelki, pianka w arkuszach itd).


4. Rotuję

Zabawki z trzeciej grupy, czyli te „na wyrost”, odłożyłam do dużego pudełka, w którym trzymam wszelkie nadwyżki. Są to zwykle rzeczy, które kupuję na promocji albo „na zaś”. Trafiła tam drewniana waga, której Ono jeszcze chyba nie ogarnia. Dwa komplety kolorowych stempelków. Drewniana wieża-piramida z kółek. Trzy zestawy puzzli. Plastikowe narzędzia do majsterkowania.


Ekspozycja książek

Podobną rotację stosuję z książkami: raz w tygodniu wybieram 6, które stawiam okładkami do przodu na komodzie. To metoda zaczerpnięta z pedagogiki Montessori. Wyeksponowane tak tytuły zwykle wałkujemy przez bite 7 dni. Po tym czasie zwykle zostawiam 2 najczęściej czytane, a resztę wymieniam z innymi. Staram się wybierać książki do ekspozycji świadomie, pod kątem tego, co akurat interesuje Ono albo na czym chciałabym się skupić w danym momencie (obecnie na tapecie mamy książki o nocniku i kupie oraz o zimie i świętach). Parę razy olałam rotację, zostawiając książki na dłużej – moje dziecko błyskawicznie traciło zainteresowanie nimi i omijało półkę, jęcząc o puszczenie bajki.


6. Nie kupuję

A dokładniej – stosuję tu tę samą zasadę, co w przypadku mojej szafy: czyli one in, one out. Ograniczeń nie nakładam na „uzupełnianie kolekcji” (czyli na przykład mile widziane są wszelkie zestawy klocków Duplo albo gadżety do zabawy w gotowanie, nowe instrumenty itd.) czy na rzeczy zużywalne (ciastolinę, farbki, zeszyty z naklejkami). Co ważne,  nie zabieram dziecka do sklepów z zabawkami – a jeśli już się zdarzy, to nic nie kupuję; w efekcie moje dziecko traktuje takie miejsca bardziej jak muzeum niż miejsce do natychmiastowego zaspokajania wybujałych pragnień. Robię to dla dobra mózgu Ono, który po prostu nie jest w stanie poradzić sobie z tak ogromną liczbą możliwości. Dzieci też potrzebują diety informacyjnej.


7. Informuję

Rodzinę, oczywiście. Nie jestem potworem i nie zamierzam nikogo pozbawiać przyjemności oglądania zachwytu w oczach dziecka, kiedy dostaje nową zabawkę. Kiedy mój tata ostatnio stanął w drzwiach z zestawem klocków do budowania koparki, Ono oszalało z radości. Na szczęście nasza rodzina to rozsądni ludzie i od początku niemal każdy zakup jest z nami konsultowany. Nie ma zagrożenia bycia zasypanym czymś, co zepsuje cały misterny plan. 

Efekt natychmiastowy

Tuż po porządkach Ono z radosnym kwiknięciem rzuciło się do drewnianej kuchenki i przez 20 minut gotowało zupę z kawałków drewnianej ryby oraz pomidora. Później przeczytałam wszystkie 6 „nowych” książeczek, a następnie w ruch poszedł znikopis, dotąd niewidoczny spod innych zabawek. Sprzątanie poszło błyskawicznie, bo po jednym wieczorze były do schowania tylko akcesoria kuchenkowe. Co ważne, po redukcji poukładałam wszystko na osobnych półkach lub w pojemnikach (znów się kłania pedagogika Montessori). Dzięki temu od razu wiadomo, gdzie co jest, nie trzeba nic wyrzucać na ziemię ani przekładać, żadna zabawka nie ukryje się gdzieś z tyłu. Taka strategia pozwala utrzymać porządek i ułatwia dokonanie wyboru.


Efekty po 3 miesiącach

Rotację książek i zabawek robię co tydzień, jednak liczyłam się z tym, że często będę musiała również robić selekcję zabawek. Dzieci rozwijają się skokowo i nawet w ciągu miesiąca mogą wyrosnąć z jakiegoś etapu. Oczywiście temu można przeciwdziałać, wybierając zabawki, które „rosną” razem z dzieckiem, co przedłuża okres ich użytkowania. Mimo to, kilka rzeczy byłam zmuszona odłożyć. Inne kupiłam.

Obecny stan rzeczy wygląda następująco:

  1. Pluszaki. Obecnie bawi się nimi także w ciągu dnia, kładąc je na drzemkę albo karmiąc. Miś bywa też noszony w chuście (używamy do tego jednej z moich apaszek). Staram się je rotować.
  2. Lalki, butelka i smoczek – lalki są karmione, z wielką lubością kołysane oraz leczone z bólu brzucha przez zasmoczkowanie i pizgnięcie o ziemię (ot, medycyna alternatywna).
  3. Drewniana kolejka – sama uwielbiam ten zestaw. Uzupełniłam go o dodatkowe tory z rozwidleniami.
  4. Klocki Duplo – uzupełnione o zestaw z koparką
  5. Drewniana kuchnia z garnkami i warzywami
  6. Znikopis – wciąż w użyciu; korzystam z niego także, kiedy przygotowuję Ono na jakieś ważne wydarzenia: przed urodzinami rysowałam tort, świeczki, balony i prezenty; przed wizytą u lekarza stetoskop i brak koszulki. Na równi ze znikopisem w użyciu są kredki (zwykłe i takie nakładane na palce).
  7. Drewniany wózek-pchacz – to jest naprawdę genialny prezent na roczek, bardzo polecam. Zastępuje też wózek dla lalek.
  8. Pies-sorter na sznurku – schowałam klocki z kompletu, ale pies jest wyprowadzany na spacer czasem nawet i 3-4 razy dziennie.
  9. Drewniane klocki – Ono odkryło, że w zestawie jest kilka elementów przypominających ludzi i bawi się nimi… w nas.
  10. Drewniane laleczki – zaczątek kolekcji pt. domek dla lalek, który pojawi się pod choinką.

Odłożone:

  • Ekwipunek na plac zabaw (foremki, narzędzia, bańki, kreda i piłeczka). Zimno się zrobiło i zabawa w piasku już nie jest taka przyjemna. Część tych akcesoriów powędrowała do łazienki i służy jako zabawki do wanny.
  • Rowerek biegowy – czeka na wiosnę.
  • Hulajnoga – takoż.
  • Wieża z kubeczków – Ono już się nią nie bawi, odłożyłam.
  • Instrumenty muzyczne – jakoś ostatnio śpiewamy a capella.
  • Drewniane magnesy zwierzęta – czekają, aż wrócą do łask.
  • Dmuchany basen – czeka na lato.
  • Korale z gry Nawlekaj, nie czekaj – czekają, kiedy Ono zacznie jarzyć rytmy (póki co bez entuzjazmu, próbuję co jakiś czas).
  • Zwierzątka-pacynki na palce
  • Pudełko z nieużywanymi pluszakami (Ono konsekwentnie kontestuje warzywa, nawet te do przytulania)

Szuflada kreatywna

Oprócz tego mamy 2 półki książeczek (zredukowane z ponad 50 sztuk!), stertę zeszytów z naklejkami oraz tzw. szufladę kreatywną, którą sukcesywnie uzupełniam różnymi materiałami. Tam trafiły kolorowe pompony, dokupiłam też samoprzylepne oczy oraz druciki kreatywne (wyglądają jak wyciory do fajki i tak też są opisane na anglojęzycznych stronach, pod hasłem pipe cleaners craft znajdziecie sporo inspiracji). Jest tu również masa samoutwardzalna, zapas ciastoliny, farby akwarelowe, papier, pianka w arkuszach, stempelki, dziurkacze, samoprzylepne piankowe dinozaury (hit!). Zamierzam tam dorzucić jakieś guziki, piasek kinetyczny, farby do malowania palcami, kartonowy domek do kolorowania, kulki hydrożelowe, gumki recepturki, krepinę, bibułkę i co tylko znajdę fajnego w papierniczym. Szuflada służy do tego, żeby dostarczać Ono zajęć na jesienne i zimowe popołudnia. Zamierzam ją także wykorzystać w grudniu do robienia ozdób na choinkę.


Zakupy po redukcji

Dobrze się składa, że mam mało miejsca i ograniczone fundusze, bo gdybym mogła, naprawdę zasypałabym Ono zabawkami bez względu na to, czy to jest szkodliwe, czy też nie. (Chyba nadrabiam deficyty z dzieciństwa #ludzieurodzeniwlatach80). W księgarni najchętniej wyczyściłabym połowę półek. Zrobiłam też listę prezentów gwiazdkowych. I urodzinowych. Ono ma urodziny w kwietniu. Poświęciłam na porządki zbyt dużo energii, żeby teraz pozwolić byle Gwiazdce zniweczyć moje wysiłki!  


Zabrać dzieciństwo

Ograniczanie ilości zabawek może być kontrowersyjnym posunięciem. W końcu wszyscy chcemy, żeby nasze dzieci były szczęśliwe. Miały to, czego my z różnych powodów nie mieliśmy. Zajęły się czymś na kwadrans i nie żądały ciągle „pooobaw się ze mnąąą”. Rozwijały się harmonijnie i uczyły szybciej niż dzieci kuzynki czy wnuki sąsiadki. Uczyły się od kołyski przydatnych życiowych umiejętności, zwiększających szanse na sukces w dorosłym życiu. Jednak prawda jest taka, że najbardziej ułatwimy im to wszystko, pozbywając się nadmiaru – wcale nie kupując coraz to nowe, sensoryczne, rozwojowe, edukacyjne zabawki.


To co, sprzątasz zabawki ze mną?

By

Posted in

30 odpowiedzi

  1. Ale mnie zainspirowałaś! Faktycznie, pójdziemy w kierunku kolekcji klocków, a część rzeczy powywlekam do komisu. <3

    1. Książek i klocków nigdy nie za wiele 😀 Powodzenia! 🙂

  2. Awatar Baś Jóźwik
    Baś Jóźwik

    Medycyna alternatywna mnie urzekła💙
    A tak serio – zamiłowanie do takiego porządku wyniosłam z pracy, czerpiemy tam dużo z metody Montessori, no i nie ukrywajmy, jeśli się nie wdroży żelaznych zasad przy dwudziestce przedszkolaków to szybko można utonąć w bałaganie🤦‍♀️
    Mniej więcej w tym samym czasie co Ty wprowadziłam redukcję zabawek, poukładałam wszystko w koszyczki… i odetchnęłam. Wszystko jest łatwo dostępne, sprzątanie zajmuje moment, a my odzyskaliśmy salon – bo póki co pokój Olgi służy nam za suszarnię😉 także „zabawkowe ubóstwo” nam służy😊

    1. Mam nadzieję, że niedługo EBM zawita w nasze progi, Mikołaj już się tym zajął 😉
      Po porządkach jedyną trudnością jest to, żeby jak najpóźniej musieć robić kolejne 😀

  3. Awatar anwen
    anwen

    mi by się przydała pomoc na zasadzie, na której działają wspólne porządki szafy ze stylistką 😀 bo o ile z pierwszym etapem (czyli wywaleniem wszystkiego na kupe) sobie radzę i robię tak przegląd mniej więcej raz na miesiąc to już decyzja o tym z czego wyrosła i czym się bawić nie będzie mi kompletnie nie idzie 🙁 zawsze pojawia się myśl, że może jeszcze będzie się bawić i poza kilkoma sztuki, które się np. zepsuły (ale to się u nas zdarza baaaaardzo rzadko) wszystko z powrotem wraca do pudeł tylko poukładane :/

    1. To najtrudniejszy etap 🙂
      Mnie pomaga podzielenie zabawek pod kątem tego, co rozwijają lub co robią. I wtedy redukuję. Czyli np. jeśli są klocki drewniane, plastikowe i magnetyczne, no to zostawiam jedne (najczęściej używane), a pozostałe chowam do rotacji. I potem można proponować co jakiś czas.
      Wiedza o etapach rozwoju dziecka i okresach sensytywnych też pomaga podjąć decyzję 🙂 Choć wiadomo, nie każde dziecko jest tabelkowe.

  4. Ja wciąż się zamierzam zabrać za porządki i chyba faktycznie tak zrobię, bo w miarę czytania Twojego tekstu uświadomiłam sobie, że jest pewna ilość rzeczy, którymi Mila zupełnie się nie bawi (sorter, druty z kulkami z IKEA, których nazwy nie pamiętam). Muszę jednak schowane mieć w miarę pod ręką. Podczas pakowania do przeprowadzki cześć jej zabawek, tych właśnie nieużywanych, została w piwnicy naszego mieszkania i teraz dziecko regularnie się o nie upomina. Dziś zobaczyła w książce pająka i chciała swojego, bo ma!! A wcześniej się go bała i nie chciała bawić.
    Plus jest taki, że po remoncie mamy mieć garderobę i myślę, że dolne półki przeznaczę na pudła z jej zabawkami, a te z których ewidentnie wyrosła, trafią do piwnicy w oczekiwaniu na (mam nadzieję) braciszka, którego planujemy kiedyś zrobić 😀

    No i chociaż kupuję jej te zabawki, które sama chciałam (a czasem chce – LEGO!) mieć, to jednak wiem, że ma ich za dużo.

    Do sklepu z zabawkami chodzimy razem, bo Mila traktuje je trochę jak sale zabaw – pobawi się na miejscu i odkłada na półki 😁
    Tylko raz ze strasznym płaczem wyszliśmy bez zabawki, którą bardzo chciała – zestaw figurek z Pet Shop – ale w Smyku były po 179 zł, a w necie znalazłam za 71, więc nie zamierzałam się ugiąć 📃.

    1. Cieszę się, że mogłam zainspirować 🙂

      Nie wiem, czy pudła to dobry pomysł, chyba że stosujesz system jeden rodzaj zabawek = jedno pudło. Pudełka zbiorcze zazwyczaj kończą tak, że dziecko szukając jednej zabawki, wywala na podłogę zawartość wszystkich. Rzecz jasna, to może być okej 🙂 Jednak przy sprzątaniu trochę przytłacza.

      Jest taki piękny fragment w „Lecie Muminków”, kiedy Migotka odkrywa garderobę teatralną pełną sukienek. Kiedy zdaje sobie sprawę z tego, że musi wybrać jedną, którą przymierzy jako pierwszą, i że nawet jeśli spędzi tam kilka godzin, to uda jej się założyć zaledwie część – staje na głowie, żeby się opanować. Myślę, że podobnie czują się nasze dzieci w miejscach, gdzie mają do wyboru ogromną liczbę aktywności (a więc różnych zabawek).

      Jesteś w tej komfortowej sytuacji, że możesz część rzeczy małej wyekspediować do dziadków 🙂 Ja też informuję Ono o takich wycieczkach. „Już się tym nie bawisz, zawieziemy do cioci dla dzidziusia” albo „będzie na ciebie czekało u babci”. Ale i tak jutro kolejna runda porządków 😉

      1. No czasem się kończy, ale bardziej z pudłami chodzi mi o to, że tam będę trzymać te nieużywane do rotacji czy „stare”, o których może sobie przypomnieć 🙂 Bo ona generalnie lubi wyciągać „zestaw” – wszystkie pingwiny, wszystkie Świeżaki itp. Ale zobaczymy, co będzie, jak faktycznie zostanie jej tylko garstka rzeczy.
        No i podoba mi się pomysł na książki. Bo my mamy tylko dwie półki, ale niektóre używa już tylko do budowania domu 😂

        1. To ja rotuję zestawami. Bo Ono też stosuje tę metodę „wszystko albo nic” 😀

          Jeśli macie miejsce, to można takie półki z rantem kupić do ekspozycji książek okładkami do przodu 🙂

  5. A ja ostatnio nawet zrobiłam porządki i się zastanawiałam czy zrobić wpis z refleksjami po ponad roku.
    Fajny pomysł z książkami, bo u nas nadal jest ich bardzo dużo (2 biblioteki x 2 karty x 4 książki na każdym koncie) i niekiedy dopiero pakując książki, żeby je oddać, widzę, że nawet czegoś raz nie przeczytałyśmy.

    1. Wpis z refleksjami po roku – jestem za!

    2. Chętnie przeczytałabym taki wpis 🙂 U nas biblioteka nie wchodzi w grę, mam blokadę na tle higienicznym i nie przełamię się 😀

  6. Ja taki detoks robię regularnie – moja przyjaciółka ma równo rok mlodszego synka i regularnie przekazuje im fajne zabawki, którymi młoda już się nie bawi – potem mój synek dostanie je spowrotem i tak w kółko. Ze wszystkim się zgadzam choć ja też staram się być minimalistka w kwestii książeczek – uważam że biblioteka to czyste dobro (zresztą parę razy się naciełam, bo kupiłam jakąś polecana pozycję w księgarni internetowej i zero zainteresowania). Ale i tak jakimś magicznym sposobem regularnie toniemy w morzu badziewia – nie wiem skąd to nadchodzi ale staram się z tym walczyć. Najgorszy problem mam z zabawkami które są fajne, ładne i w ogóle – kolejka, domek dla lalek – a moje dziecko W OGÓLE nie jest nimi zainteresowane. I szkoda mi wyrzucać albo oddawać bo wciąż mam nadzieję, że się wkręci. Może schowam idąc za twoim przykładem 🙂 ogólnie idee popieram bardzo . Teraz przy przeprowadzce miałam taką lekcje minimalizmu – jak wszystkie rzeczy były już przewiezione to moja córka.bawila się nadmuchanymi gumowymi rękawiczkami i było spoko 😉

    1. Ja ładne, fajne, ale niewzbudzające zainteresowania schowałam. Czasami coś wyjmuję i okazuje się, że nadal nie, a czasem coś „zaskoczy”.

    2. Świetny patent z młodszym dzieckiem 🙂

      Nie umiem się przemóc do korzystania z dziecięcej biblioteki. Mam blokadę higieniczną, szczególnie kiedy wycieram nasze książki obryzgane jakimś musem czy uciapane niedokładnie umytymi łapami 😀

      Chowanie zabawek ma pewien sens w przypadku braku zainteresowania. Ja jeszcze czasem pokazuję, co można z tym zrobić 🙂 Bo Ono nie zawsze łapie. Kolejkę podłapało w jakiejś sali zabaw, kiedy starsze dzieci układały tory. Domek dla lalek pojawi się pod choinką i na pewno będziemy początkowo bawić się razem 😉

  7. Uśmiałam się z porównania wizyty w sklepie z zabawkami do muzeum, ale… u nas jest tak samo! Lubię ten stan, no! Zresztą, w tamtym roku pisałam o zabawkach, które warto mieć i niewiele się u nas zmieniło. Tory, klocki, auta (wymieniam) – to zabawki Młodego, latarnia mula i wieża z klocków, lala i lotto z tigera to zabawki Młodej. Książki to osobny temat :D, ale Młody od 2 lat czyta Mapy, zna Basię na pamięć i tę chciałby czytać na okrągło. Młoda wybiera przytulanki zamiast czytania :), a jeśli już to też Basię czyta.

    1. Pamiętam Twój wpis! Mam podobne podejście, w ogóle nie mamy takich zabawek „jednofunkcyjnych”, a jeśli się zdarzą, to bardzo szybko idą w odstawkę.

      Ktoś ostatnio się strasznie wybrzydzał na Basię, ale może to inne książki 😉

      Latarnia MULA to jedna z moich ukochanych zabawek. W użyciu od 1,5 roku nieustannie. I jakkolwiek nie zostanie ułożona, to zawsze wygląda jak dzieło sztuki współczesnej 😉 Uwielbiam ją <3

      1. Basia jest mega, normalna rodzina, trójka dzieci i różne przygody. Wypożycz z biblioteki, to zobaczysz. Na Julka i Julkę u nas za wcześnie, mimo że oni bardziej zabawowi. Ale do mnie z książek nie trafiają Pomelo, Mamoko, Albert, Kicia Kocia to już w ogóle. A czytałaś Co powiedział króliczek? Ja się w tej książce zakochałam, a na moje dzieci chyba za wcześnie. Pucio jeszcze jest hitem, Pucio i wakacje dla Majsa, a pierwsze dwa dla Młodej.
        Co do Muli – też ją lubię. Choć tęczę bym przygarnęła zamiast niej ;).

        1. Nie korzystamy z biblioteki 🙂 Nie ufam dzieciom (cudzym i swojemu też) w kwestii zachowywania higieny przy korzystaniu z książeczek. Nie znoszę Kici Koci, ale moje dziecko ją lubi, no to mamy trochę.

          Basia jest chyba raczej dla dzieci w wieku przedszkolnym? Tak patrzyłam po wnętrzu, to teksty jeszcze trochę za długie raczej.

          Nie chodzi Ci o „A królik słuchał”? Google mi nic nie wypuszcza na hasło „Co powiedział króliczek” 🙂 U nas hitem niezmiennie jest Czereśniowa, seria Babo-Lalo-Binta, Dear Zoo i „Idziemy na niedźwiedzia”. Za to Tullet kompletnie nie podszedł.

  8. Awatar Wilczyca
    Wilczyca

    Był taki moment jakiś czas temu, gdy stanęłam w przedpokoju, z którego widziałam pokój Młodego i salon. Widząc te wszystkie zabawki nasunęła mi się jedna myśl: „Przecież ja tego nie ogarnę!” To był moment przełomowy 😀 Zbiegło się to też z ogarnięciem zabawek córki mojej przyjaciółki i z Twoimi pierwszymi wzmiankami na ten temat. Wtedy odbył się pierwszy porządny przegląd zabawek Młodego. I nagle, po wyniesieniu połowy rzeczy, okazało się, że są się ogarnąć 😀 Drugi przegląd robiłam niedawno, przygotowując miejsce na prezenty mikołajkowe i bożonarodzeniowe. Kolejny planuję jakoś na przełomie stycznia-lutego. Chyba że sytuacja zmusi wcześniej/później 😉
    Dziękuję bardzo za ten tekst, bo podrzuciłaś mi pomysł na kreatywną szufladę – muszę taką u nas zorganizować 😀
    No i chyba przy okazji kolejnego przeglądu też zrobię sobie taką listę zabawek:)

    1. Jejku, ale się cieszę, że ten wpis tak pomaga! O to mi chodziło 🙂

  9. Czasem, gdy tylko sobie pomyślę, że może jednak mogłabym mieć kiedyś dziecko, czytam taki post (świetny tak w ogóle!) i dochodzę do wniosku, że to za dużo roboty dla mnie, bo „z trudem ogarniam własny dom” dwuosobowy.

    PS To niesamowite, ale jako dziecko miałam dużo zabawek (jak na tamte czasy) i bawiłam się nimi cały czas sama, nigdy się nie nudząc i nie zawracając nikomu głowy. Trochę jak wybryk natury (teraz jestem już zupełnie przeciętnym człowiekiem, hehe).

    1. Dziękuję 🙂 Wbrew pozorom, to nie jest wcale dużo roboty 😉 Znacznie więcej czasu zajmuje nam np. generalny porządek w piwnicy albo w szafie 😀

      1. O szafie i piwnicy nawet nie chcę myśleć! 😀

        1. Mów do mnie jeszcze; piwnicy nie tykaliśmy od 2 lat i tylko dorzucamy kolejne eksponaty…

  10. Przymierzam sie do ograniczenia rzeczy córki, ale ona ma już 7 lat i wie doskonale co ma, jak tylko coś traci z oczu to jest afera. Dzięki temu wpisowi wreszcze wiem, czemu w pokoju córki ciągle masa zabawek leży rzucona na ziemię 😂 córka je leczy przez pizgniecie z bólów wszelkich 😂❤

    1. Przy starszym dziecku podobno najlepiej sprzątać razem z nim 🙂 A później wprowadzić zasadę one in – one out, czyli jeśli chcesz dostać nową zabawkę, to okej, ale zastanów się, jaką oddamy.

  11. Awatar Magdalena Markiewicz
    Magdalena Markiewicz

    Jak tak to czytam, to wszystko pięknie-ładnie i też tak chcę, ale jak sobie pomyślę, że po pierwsze nie mam pojęcia jak zastosować takie porządki przy trójce dzieci w różnym wieku (gdzie wspólne zabawki to tylko klocki duplo i zestaw przyborów kuchennych) oraz moim, męża i ich zamiłowaniu do książek, puzzli i gier karcianych i planszowych. A i jeszcze istotnym czynnikiem jest sześć babć i prababć, które nieustannie zalewają nas nowymi zabawkami, na szczęście w miarę wzrostu dzieci udaje się przekonywać zwłaszcza młodszą część rodziny na prezenty będące spędzaniem czasu z dzieckiem i ewentualnie fundowanie dziecku nowych doświadczeń 🙂

    1. Bardzo podobną sytuację miała Matka Skaut, zajrzyj na jej blog. To oczywiste, że skoro mam jedno dziecko, to piszę z tej perspektywy, rodzice kilkorga stoją przed innymi wyzwaniami 🙂

      Poza tym trzeba się uwolnić od myślenia, że jak dziecku się coś podoba, to od razu trzeba to kupić. Nie trzeba! Można zrobić, wypożyczyć albo korzystać w miejscu, gdzie się spodobało 🙂

      Sześć babć i prababć… niezła gromadka, do tego trójka wnucząt, zadanie niełatwe – ale udało Ci się! 🙂

Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dwanaście + 16 =