Lekcje o seksie. Jak to się robiło w latach 90

Do życia w rodzinie nie wychowała mnie szkoła.
Niestety. A może na szczęście?

Mój pierwszy raz

Tak się nazywała rubryka w magazynie „Bravo”, którą za czasów podstawówki czytałyśmy z wypiekami na twarzy. Alternatywą było zgłębianie fizjologii człowieka z podręczników do biologii, które życie intymne człowieka omawiały równie sucho i technicznie, co budowę pantofelka czy funkcjonowanie układu wydalniczego żaby. Czasem udało mi się zdybać w miejskiej czytelni czasopism jakiś stary numer „Cosmopolitan”, który dyskretnie transportowałam do swojego stolika pod stertą „Filipinek”.

Życie seksualne dzikich

Były też książki, oczywiście. „Poradnik dla każdej dziewczyny”, napisany przez lekarkę, pełny przydatnych w różnych sytuacjach informacji. „Kamasutra”, którą znalazłam na półce u rodziców (do dziś nie wiem, czy mama naprawdę nie wiedziała, że ją czytam, czy tylko udawała). „Sztuka kochania” Owidiusza. Seria o Ludziach Lodu: każdy z 47 tomików zawierał co najmniej kilka stron „momentów”. „Saga o wiedźminie” Sapkowskiego. Lew-Starowicz i jego „Seks dojrzały”, nuda, jakich mało.

Jedyny słuszny punkt widzenia

Były dwa spotkania z panią psycholog, która uświadomiła grupę 14-latek:

  • o podpaskach i tamponach (te pierwsze dobre, te drugie złe, oczywiście),
  • o spirali (niebezpieczna i nieskuteczna; dziecko z ciąży ze spiralą ma sprężynkę wrośniętą w głowę albo w rączkę),
  • o prezerwatywach (nieskuteczne, bo lateks ma pory, przez które przenikają plemniki i wirusy, w tym HIV),
  • o spaniu w koszuli nocnej (bez majtek, majtki zakłócają niezbędną wentylację),
  • o chodzeniu w dopasowanych spodniach (złe, powodują bezpłodność)
  • i w zbyt krótkich spódnicach (bo chłopcy patrzą, rodzi się w nich napięcie – sic!  – co prowadzi do masturbacji, której konsekwencją jest ni mniej, ni więcej, tylko samolubny mąż, przyzwyczajony do zaspokajania siebie i unieszczęśliwiający tym żonę).

Przestrzeń pomiędzy tymi zdumiewająco bzdurnymi faktami wypełniona była chrześcijańską propagandą o oszczędzaniu się i o najcenniejszym darze. Nie żebym miała coś przeciwko takim poglądom, ale czy jest na nie miejsce w publicznej, świeckiej szkole?

Powrót do przeszłości

Poczytałam sobie fragmenty z obecnie obowiązującego podręcznika. Poczytałam złote myśli ekspertki MEN. I widzę, że nic się przez ostatnie 20 lat nie zmieniło. Nastolatki nadal nie mają zajęć, na których zdobyłyby rzetelną, popartą naukowymi dowodami wiedzę o swoim ciele, o uczuciach, o antykoncepcji i chorobach wenerycznych. Efekty widać na forach internetowych, pełnych mitów, przesądów i porad z kosmosu, nierzadko szkodliwych, jak płukanki plemnikobójcze z coli czy globulki z ząbków czosnku.

Wcale nie potrzebujemy lekcji WDŻ

Przecież wszyscy podzielamy ten sam światopogląd i żyjemy cnotliwie, czekając z seksem do ślubu. Nie ma gwałcicieli ani pedofili, a wszystkie dzieci rodzą się zdrowe, piękne i chciane. Rodzice są wyrozumiali i otwarci, a lekarz rodzinny ma studia podyplomowe z seksuologii i z dobrotliwym uśmiechem odpowiada na każde pytanie. Środki antykoncepcyjne nie są nam potrzebne, bo nie ma zdrad ani prostytucji, więc choroby weneryczne nie mają jak się rozprzestrzeniać. Na lekcjach biologii uczy się dziewczynki o metodach obserwacji cyklu, a chłopców o zawiłościach kobiecej seksualności, a to wszystko bez zabarwienia ideologicznego. Nie, niepotrzebna nam edukacja seksualna, skoro żyjemy w idealnym świecie.


Pytanie, jak długo jeszcze będziemy to sobie wmawiać.

Ten tekst jest odpowiedzią na wpis Ady z bloga Rzeczovnik.

By

Posted in

12 odpowiedzi

  1. Także w tym przypadku wszysko (na szczęście, a może właśnie nieszczęście) zależy od nauczyciela. Ja wszystkie moje panie od WDŻ wspominam jako kobiety otwarte, móiwące o wszystkim.
    Pozostaje tylko nadzieja, że kiedyś każda taka będzie.
    P.S. zaciekawiła mnie ta koszula nocna? Co to za przesąd z majtkami?

    1. Nie wszystko zależy od nauczyciela. To ministerstwo decyduje, czy w ogóle wprowadzić edukację seksualną w szkołach, akceptuje podstawę programową i podręczniki. Nauczyciel może być otwarty i rozsądny, ale jeśli narzuca mu się pewien model nauczania, to niewiele może zdziałać.

      Koszula nocna ma być lepsza od piżamy, bo wg tej pani noc jest od przewietrzenia okolic intymnych. Kobieta, która śpi w majtkach albo w piżamie, naraża się na infekcje intymne prowadzące do bezpłodności.

      To częsta argumentacja, że problemy zdrowotne to wina chorego, zbyt lekkomyślnie korzystającego z nowoczesności. Przed erą tamponów, podpasek z siateczką, piżam, rajstop z lycrą, tabletek antykoncepcyjnych, pampersów, woreczków na ryż, teflonu, GMO, pestycydów i dziury ozonowej ludzie nie cierpieli na niepłodność, raka czy Alzheimera. Po prostu nie.

  2. No ja pamiętam na wdż takie tematy w stylu „jak byc milym dla mamy” albo.filmy w stylu dobra niedziela rodzinna to np wycieczka na rower a nie zamulanie przed tv. Z perspektywy czasu uważam ze to straszne brednie i strata czasu (nastolatek raczej nie zaproponuje staruszkom roweru jesli to nie było ich tradycją, a bunt przeciw rodzicom to ważny element rozwoju, więc sprowadzanie całej złożoności ambiwalentnych uczuć do rodziców do zwykłego”bądź miły, zrób mamie herbatę” to jakaś maksymalna bieda)
    Kwestia antykoncepcji byla poruszana tylko przez bardzo lubianą i poważaną przez nas katechetkę (niezwykle charyzmatyczna kobieta poruszająca tematy na plastycznych przykładach). Pamiętam jej sugestywne wystąpienie na temat zachowania czystości – z perspektywy czasu uważam, ze dla gimnazjalistów nienajgorsze przesłanie (najpierw zapytala kto chce jabłko, potem je ugryzla i zapytala czy teraz ktos się skusi, bardzo przekonujące to bylo)
    Miala tez niestety przykład o prezerwatywie – to tak jakbyś na kogoś dlugo czekal, wybiegł mu na spotkanie, a on podaje ci rękę… W gumowej rękawiczce :/ to również było sugestywne, ale być może młodzież zniechęcona do seksu po wystąpieniu z jabłkiem nie musiała nikomu „podawać ręki” 😉

    Teraz moja siostra ma 14 lat i jako ze sama mam dziecko, byłam w ciąży itd było to okazją do wałkowania z nią tych tematów i uświadamiania – wbrew pozorom myślenie dziecka na tym etapie jest bardzo niewinne, dzieci duuuuuzo nie wiedzą i niektóre pytania rozwalają swoją prostotą. Natomiast sama ją pytam zawsze co tam na wdż – mniej więcej info w stylu „jak chłopak cię podrywa – olewaj go! Niech sie stara” 😐 takze ten…

    1. Moment, moment, MIAŁAŚ WDŻ? Chyba nie podkreśliłam tego odpowiednio mocno, u mnie NIE BYŁO takich lekcji. Mieliśmy te 2 spotkania, oprócz tego omówienie rozrodu człowieka na biologii (w IV czy V klasie podstawówki, a później w II klasie liceum, czyli łącznie całe 90 minut) i to tyle. O wszystkim się dowiadywałam sama. Dodam, że moi rodzice byli naprawdę spoko i zawsze mogłam iść do mamy z każdym pytaniem. A nie każdy ma taki komfort przecież.

      Katecheci nie powinni prowadzić zajęć o antykoncepcji. Serio, po prostu nie. Jeśli nie ma odpowiedniej osoby do tego, to niech przyjdzie lekarz albo choćby ulotki jakieś rozdać. Wśród młodzieży krąży na ten temat mnóstwo mitów, niektóre naprawdę szkodliwe. Z tym się trzeba rozprawiać, nie ma miejsca na metafory, nawet trafione.

      Piszesz, że 14-latki nie mają dużej wiedzy. Owszem, nie mają. Bo nikt im jej nie udostępnia. I według mnie właśnie w tym tkwi problem. Na tym etapie dziewczynki już miesiączkują, powinny wiedzieć, z czym to się wiąże, kiedy się zacząć niepokoić. Potrafić odmówić, kiedy starszy chłopak namawia do współżycia. Wiedzieć, co zrobić w przypadku molestowania, gwałtu. Mieć wiedzę o wizycie u ginekologa, jak przebiega, kiedy iść, po co. Twoja siostra ma Ciebie. A co mają zrobić jedynaczki? Dzwonić do Pontona? Jeśli się odważą…

      1. Miałam wychowanie do zycia w rodzinie, ale nie było tam nic o seksie. Ani o dojrzewaniu. Ani o relacjach z płcią przeciwną. Było głównie o relacjach z rodzicami i rodzeństwem, wiec nijak nie można tego podciągnąć pod edukacje seksualną.
        Co do religii to zgadzam się, ze to nie miejsce na powielanie szkodliwych informacji o antykoncepcji. Ale w gimnazjum było to jedyne, co słyszałam o seksie w szkole! I w sumie myślę, może lepiej, ze była jakas pogadanka skłaniająca do odroczenia współżycia niż miałoby nie byc nic wcale w tym temacie.
        Moja siostra jest wyedukowana, ale czasem mnie pyta o cos po obejrzeniu „trudnych spraw” albo innych tego typu programów i nie ogarnia tematu w ogóle. Ale co tam moja siostra, ja pamiętam ze nie za bardzo umiałam skumać w liceum czemu naturalna antykoncepcja jest nieskuteczna (byly to rozważania teoretyczne, but still…)
        Anyways, porządna edukacja seksualna to tez moje marzenie!

        1. O rety, to jest gorzej, niż myślałam… Znacznie trudniej jest zmienić istniejące lekcje niż wprowadzić coś, co jeszcze się nie odbywa 🙁

          Myślę, że pogadanki o odroczeniu współżycia są ważne, ale po pierwsze, powinny się odbywać wcześniej (gimnazjum to trochę późno już) i nie na religii (choćby dlatego, że nie każdy chodzi, plus mogą być w tym kontekście odbierane jako „dorosłe trucie”, plus jednak lepsza byłaby forma „za i przeciw” i niech dzieciaki same podejmują decyzje, a nie „macie tak robić, bo inaczej to grzech”).

          Mnie w liceum wystarczyły tabelki skuteczności, w którejś książce znalazłam wskaźniki Pearla dla różnych metod. Ale nie każdy w to wierzył 😉 Znałam parę, która stosowała jednocześnie gumki, pigułki i kalendarzyk 😀 200% pewności 😀

  3. Awatar Elwina | Cukropuch.pl
    Elwina | Cukropuch.pl

    Pamiętam te historyjki z Bravo w stylu „Mam gulę na kolanie, czy to ciąża?”
    Szkoda, że system edukacji ewidentnie zlewa te tematy. U mnie wychowawczyni na biologii po rozdziale „ssaki” pozwoliła zadawać pytania dotyczące intymności. Była dość otwartą kobietą. Niestety chłopcy wiedli prym w głupich pytaniach, co onieśmieliło dziewczyny…

    1. Awatar Anna Kalinowska
      Anna Kalinowska

      Myślałam że to już przeszłość a zanosi się na to że młodzież nie będzie wiedziała co to antykoncepcja, a tym że jest w ciąży dowie się na porodówce, a wystarczyłoby to o czym Olga wspomniała, tabelki z wskaźnikami Perla, młodym wystarczy tylko pokazać jaki mam np gumka a jaki levosert a resztę sami sobie „wygooglają”, fakt że dobrze by było żeby mogli zamiast korzystać z neta zasięgnąć fachowej wiedzy z pierwszej ręki, np pogadanki z ginekologiem, nie z księdzem bo ten temat mamy wbijany od chrztu.

      1. Google też nie jest zbyt sensownym pomysłem, według mnie… Pomyślałam sobie, że zamiast wydawać co kilka lat nowe podręczniki, dobrze byłoby stworzyć oficjalny portal, na którym młodzież mogłaby sobie poczytać różne rzeczy i może zadać pytanie (anonimowo!) jakiemuś ekspertowi. Tylko to wymaga niestety innego podejścia niż dobra zmiana i krzyczenie, że szczepionki na HPV sprzyjają rozwiązłości 🙁

    2. Myślę, że te pytania wymyślali dziennikarze w Bravo, jakoś nie chce mi się wierzyć, że to autentyki.
      Chociaż jak patrzę czasem na fejsową stronę „Ciąża. Pytania i odpowiedzi”, to ręce opadają 🙁

      1. Awatar Elwina | Cukropuch.pl
        Elwina | Cukropuch.pl

        Pewnie jak w Wyborczej, najgorszą rubrykę pisali ci spóźnialscy (tam akurat to był horoskop). Aż się boję pomysleć, co może się znaleźć w najnowszej wersji podręczników…

        1. Haha, to dobrze robię, że nie wierzę w horoskopy 😀
          Przyznam, że mnie ta obecna wersja już przeraża.

Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

siedemnaście − siedem =