Kupuj, rodzicu. 3 chwyty marketingowe, na które dajemy się łapać

My wszyscy. A szczególnie matki.

Chwyt 1: gra słów

Kupiłabyś koc dziecięcy z poliestru lub z wiskozy? Zapłaciłabyś więcej za ubranko z bawełny o specjalnym splocie? Wrzuciłabyś do koszyka żel pod prysznic „Familijny” bez uśmiechniętego dzidziusia i napisu „hipoalergiczny emolient od 1 dnia życia” na opakowaniu? Prawdopodobnie nie. Ale rodzice to wszystko kupują, tylko… pod innymi nazwami.


Czytaj skład

Szalenie modne są ostatnio kocyki minky, wykonane ze specjalnej odmiany polaru. A polar to dzianina wykonana z syntetycznych włókien poliestrowych, w składzie identycznych jak butelki PET na wodę czy napoje. Popularne otulacze bambusowe uszyte są z wiskozy, włókna uzyskiwanego po chemicznej obróbce łodyg bambusa. Brzmi „sztucznie”? A wiskoza jest naturalna! Muślin, od lat często wybierany na ubranka dziecięce, pieluszki lub kocyki, to piękna nazwa splotu tkaniny – tak jak satyna czy tafta, może być utkany z dowolnych włókien. Zazwyczaj jest to bawełna.

„Kupiłam tak polecane pieluszki muślinowe, które okazały się niezgodne z opisem. Zamiast muślinu dostałam zwykłą bawełnę! Nie polecam! Wyciąganie kasy i oszukiwanie klientów!”

– KOMENTARZ DO AUKCJI W SERWISIE ALLEGRO

Obiecanki-cacanki

„Minky” brzmi przecież bardziej miękko niż „poliester”, a „bambus” kojarzy się z naturą dużo silniej niż „wiskoza”. Uważać trzeba też na nazwy handlowe stosowane przy opisach kosmetyków. Większość mam kąpie swoje dzieci w emolientach, zazwyczaj opisywanych dodatkowo jako „hipoalergiczne” czy „od 1. dnia życia”. Żaden z tych terminów nie ma określonej prawem definicji, co oznacza, że można go używać bez żadnych konsekwencji. Także na mieszance silnych detergentów z pochodną ropy naftowej i syntetycznym aromatem rumiankowym. Pod odpowiednią nazwą można sprzedać wszystko.


Chwyt 2: gra na emocjach

Kochamy nasze dzieci. Boimy się o ich przyszłość, zdrowie i życie. Te emocje bezwstydnie wykorzystują reklamy, sprzedając nam najróżniejsze gadżety (mniej lub bardziej przydatne). Straszą rzekomymi lub realnymi niebezpieczeństwami, obiecują pomoc w wychowaniu małego geniusza, rozwoju kreatywności, wyobraźni i sensoryki (modne słowo). Przekonują, że tylko z ich produktem nasze dziecko będzie zdrowe, silne, odporne, mądre, pełne energii i szczęśliwe.


Projekt: dziecko

Te wszystkie obietnice i zapewnienia wspierają silną obecnie tendencję do traktowania rodzicielstwa jak projektu. Określamy cele, delegujemy zadania i wykorzystujemy potencjał w 100%, trenując dziecko niemal od pierwszych chwil na tym świecie. Zamiast być rodzicami, partnerami swojego dziecka, być blisko i wspierać je, stajemy się managerami projektu i spinamy się, jeśli wyniki naszej pracy nie są takie, jakich oczekiwaliśmy. Trochę pisałam o tym rok temu, we wpisie „Zawsze wzwyż„.


Zakupy sercem, nie głową

Dorośli piją kawę i energetyki, żeby wycisnąć z doby jak najwięcej. Dzieci dostają płatki wzbogacone żelazem, żelki z witaminami, serki z wapniem na kości, krem kanapkowy dający energię i kefir wzmacniający odporność. Dorośli kupują ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków – dzieci mają zabezpieczenia do kontaktów, ochraniacze do nauki raczkowania, kaski do nauki chodzenia, kapcie antypoślizgowe, poduszki antywstrząsowe, plecaczki amortyzujące przy ewentualnym upadku, łóżeczka ze szczebelkami, plecaczki ze smyczą, elektroniczne nianie, monitory oddechu… A do tego każdą minutę dnia zaplanowaną na aktywność rozwojową, edukacyjną, sensoryczną. Oczywiście przy użyciu koszmarnie drogich zabawek i specjalnie zaprojektowanych pomocy.

Mata gimnastyczna. Zawiera 10 aktywizujących elementów. Zaprojektowana z uwzględnieniem trzech etapów zabawy zmieniających się z wiekiem dziecka — od dzidziusia do tuptusia!

– opis zabawki edukacyjnej dla noworodków i niemowląt;
Źródło: strona producenta.
Cena produktu: 250 zł

Dziecku będziesz żałować?!

To kolejna z odmian gry na emocjach, szczególnie często wykorzystywana przez producentów żywności dla niemowląt i dzieci. Przez lata kładli nam oni do głowy, że dzieci nie można karmić tym samym, co jedzą dorośli. Co oczywiście miało na celu skłonienie rodziców do zakupu specjalnego mleka w proszku (to z piersi nieprzebadane jest!), specjalnych obiadków w hermetycznie zamkniętych słoiczkach, specjalnych soczków z wyselekcjonowanych warzyw i owoców, kaszek wzbogaconych o niezbędne mikroelementy, a w dalszej przyszłości zaopatrywania się w zupełnie osobnym dziale sklepu spożywczego w słodzone serki z wesołymi nadrukami i ciasteczka w zabawnych kształtach.


Chwyt 3: tako rzecze ekspert.

W tej kategorii mamy wszystkie produkty „rekomendowane”, „zalecane” czy choćby „atestowane” przez dowolny autorytet w dziedzinie okołodziecięcej. „Eksperci” to także blogerzy parentingowi czy instamatki, którym firmy bardzo często płacą za prezentacje produktów na blogach czy profilach na Instagramie. To nie oznacza, że te rekomendacje są zawsze i wszędzie nieszczere. Jednak warto weryfikować te opinie i przefiltrowywać je przez sito własnych doświadczeń. To, że jakiejś blogerce pasuje krem X, nie oznacza przecież, że naszej skóry nie uczuli. I to nie będzie jej wina.


Każdego można kupić

Nie jest przecież tajemnicą, że rekomendacje niektórych instytucji to kwestia kasy: płacisz i masz. Chyba wszyscy wiemy też, że w reklamach nie występują prawdziwi lekarze czy farmaceuci, a aktorzy wygłaszający napisane wcześniej kwestie. Celebryci firmujący swoim nazwiskiem i twarzą jakiś produkt też dostają za to pieniądze, wskutek czego nie jesteśmy w stanie zweryfikować ich szczerości. A atest to jedynie papier dopuszczający dany towar do sprzedaży i użytku, więc nie oznacza automatycznie, że np. nosidełko dla dziecka, fotelik samochodowy czy kosmetyki są warte zakupu.


Minimalistyczna wyprawka

W końcu, gdyby zastanowić się na chłodno, jedynym naprawdę niezbędnym elementem wyprawki byłyby ubranka i pieluchy. (Polecam lekturę książki Dziecko bez kosztów). Warto filtrować treści reklamowe, wszelkie zalecenia ekspertów i blogerskie listy must have, żeby nie zostać ofiarą rodzicielskiej mody: z pustym portfelem, stertą zbędnych gadżetów i dzieckiem bawiącym się starą kartą na punkty z Almy.


Nie wystarczy wiedzieć

Świadomość istnienia powyższych mechanizmów nie chroni nas niestety przed wpadnięciem w pułapkę marketingu dziecięcego. Sama kupiłam kilka rzeczy, które okazały się na dłuższą metę nieprzydatne lub też po prostu nie podpasowały mojemu dziecku. Tak było z misiem-szumisiem, którego po kilku miesiącach sprzedałam, bo okazało się, że Ono znacznie lepiej śpi przy tzw. brązowym szumie (brown noise) z aplikacji z telefonu, która w dodatku jest głośniejsza i nie wyłącza się po jednej fazie snu. Tak było z koszem Mojżesza, z którego korzystaliśmy z radością, jednak gdyby go nie było, nie zauważylibyśmy różnicy. Pojemnik na brudne pieluchy Sangenic też szuka nowego domu, bo my korzystamy już głównie z wielorazówek.


Jak oszczędzić parę tysięcy

Sukces natomiast mogę odnotować w kwestii kosmetyków i karmienia: dzięki temu, że od lat czytam składy w drogerii i w spożywczym, oszczędziliśmy sporo pieniędzy. Jak sprawdziłam, co jest w reklamowanym szamponie „od pierwszych dni życia”, promowanym w sieci mleku modyfikowanym, kaszkach z misiem czy serkach z dinozaurem, sięgnęłam po te mniej popularne produkty ze znacznie lepszym składem. Z jedzenia „dziecięcego” kupujemy tylko wafelki ryżowe i musy w tubkach z Hippa, bo Ono za nimi wyjątkowo przepada. Karmienie piersią, a później rozszerzanie diety metodą BLW oszczędziło nam, lekko licząc, jakieś 5 tysięcy złotych przez pierwszy rok.


A na co Ty dałaś się naciągnąć przy kompletowaniu wyprawki?

By

16 odpowiedzi

  1. Awatar Baś Jóźwik
    Baś Jóźwik

    Octenisept! „Wszędzie kazali” kupować, koniecznie wielką butlę! Cudowne lekarstwo! Użyty dwa razy – raz na pępek Helgi, raz jak dorobiłam się wyjątkowo opornej krostki ba policzku. Dobrze że ma 3 lata ważności to może przyda się kiedyś na zdarte kolanka😉.
    A poza tym wszystko się przydało. Może bez kilku rzeczy dałoby się obejść, ale nic nie poszło w odstawkę. Oprócz tego octeniseptu zakichanego😜

    1. O rety, mnie też kazali! Reklamowali mi to w szkole rodzenia jako remedium na wszystko 😀 Kupiłam małą butelkę, używaliśmy na pępek, mimo że położna środowiskowa kręciła nosem – bo za jej czasów był spirytus „i dzieci żyły, a pępek odpadał szybciej” 😛

      Ale tak jak mówisz, przyda się jeszcze na kolana i łokcie 😉 Parę razy odkażałam nim jakieś własne skaleczenia 🙂

  2. Awatar Martyna Schulz
    Martyna Schulz

    Szczerze mówiąc, to ja wolę kupić linoseptic. dlaczego ? bo ma dokładnie ten sam skład , jest w większej butelce a w dodatku jest tańszy . I oczywiście się go kupuje w aptekach .

    1. Trudno mi uwierzyć w to, że ktoś się zdecydował dodać reklamę pod wpisem o reklamie 😀

  3. Czytam ten wpis i dziwię się, że rodzice, którzy się na to łapią, jeszcze istnieją. Wiem, myślę tak, bo raczej obracam się w kręgach świadomych rodziców, którzy zadają sobie pytania czy to jest aby dla dziecka potrzebne, ważne i dobre.
    Z jednej strony jest internet – można wszystkiego się dowiedzieć, sprawdzić, wybrać, co jest dobre. A z drugiej strony są przecież rodzice, którzy robią coś, bo położna/lekarz/w szpitalu/ciocia/mama/koleżanka/itd. kazali.

    1. Wszyscy się na to łapiemy. Sama polecałaś u siebie gadżety do BLW 😉 A kwestia tego, co jest potrzebne/ważne/dobre, jest mocno indywidualna. Jednym rodzicom niezbędny okaże się termos czy silikonowy śliniak, inni uznają to za kompletnie zbędny wydatek.

      Internet też wg mnie nie pomaga (chyba za mało to podkreśliłam we wpisie), bo choćby przesianie informacji pod kątem tego, która jest sponsorowana, a która to polecenie od serca, czasem jest niemożliwe. Poza tym już samo to, że ktokolwiek coś poleca (blogerka, forumowiczki, celebrytka, położna czy koleżanka), to chwyt nr 3. I tak, oczywiście, że istnieją rodzice, którzy się na to łapią. Ja istnieję. Ty istniejesz. Wszyscy istniejemy. Tylko się lubimy oszukiwać, że reklama na nas nie działa 😛

      1. Pisząc swój komentarz, odnosiłam się do tego, że piszesz o bardzo podstawowych rzeczach – typu czytanie składu i ten „dziecku będziesz żałować” i te witaminki na opakowaniach lub robienie czegoś, bo pediatra tak kazał. Chodziło mi o to, że pierwsze sito – to moja świadomość potrzeb mnie i mojej rodziny, a potem sprawdzanie czy coś te potrzeby spełnia i czy jest absolutnie konieczne. Teraz np. szukam drugiego fotelika dla starszaka. Raczej tyłem. I powiem ci, że jest wyzwanie. Choć z drugiej strony wydaje mi się, że jest też sporo pewniaków w różnych kategoriach i to może ułatwić wybór, ale nie koniecznie. Takim pewniakiem dla mnie jest Tula (choć nie bardzo ją lubię, ale mam też inne), krzesełko z ikei, wózek w typie Joie, Phil &Teds jako podwójny itp.

        1. Mamy tendencje do tego, żeby projektować nasze podejście do życia na innych 🙂 Pisałam o tym parę lat temu jeszcze na poprzednim blogu, we wpisie o syndromie iguany. A tymczasem, choć może trudno w to uwierzyć, wśród tych prawie 700 tysięcy osób, które co roku zostają w Polsce rodzicami, przeważająca większość to osoby przeciętnie inteligentne, przeciętnie dociekliwe i przeciętnie racjonalne 😉 Do nich kierowane są te wszystkie chwyty, myki i inne, średnio etyczne zagrywki marketingowe. Nie każdy jest takim świadomym konsumentem jak Ty 🙂 Są ludzie, którzy chcąc kupić nosidło, pójdą do Smyka i wywalą 7 stów na wisiadełko znanej firmy na B, bo jest drogie, szwedzkie i ma atest 😉 A to, że te atesty nie mają kompletnie nic wspólnego z bezpieczeństwem dla zdrowia czy (w przypadku fotelików) życia dziecka, a dotyczą zazwyczaj nietoksyczności czy palności/niepalności tkanin, mało kto ogarnia.

          Co do pewniaków, to się nie zgodzę. Nie ma rzeczy uniwersalnych, które będą pasowały każdemu. Mam Tulę i gdybym miała kupować nosidło jeszcze raz, raczej wybrałabym inne, które ma cechy, których w Tuli mi brakuje. (Ten kapturek w Tuli to porażka jest…) Antilopa mam u dziadków i widzę w nim więcej wad niż zalet, Ono też zdecydowanie woli siedzieć w Tripp Trappie. A z wyborem wózka jest jak z kupnem samochodu: dla jednego ideałem będzie Smart, a inny nie wyobraża sobie życia bez minivana czy kombi.

          PS. W Krakowie mamy przecież bardzo dobry sklep, w którym dobierają foteliki RWF 😉

  4. Bardzo dobre spostrzeżenia. Na pewno będę się nimi kierowała

    1. Rekomenduję nawet bezdzietnym, bo reklamy działają tak samo na wszystkich 😉

  5. Awatar Romerka
    Romerka

    no można dlatego warto coś kupić tańszego, [ordynarna reklama] jest tańszy, butla także duża, a środek jest jak najbardziej przydatny!

    1. Coraz lepiej, dawajcie dalej te reklamy pod wpisem o reklamach 😛

  6. Awatar Katarzyna Polańska - Janiak
    Katarzyna Polańska – Janiak

    Ja wyznaje zasadę że w
    czasach naszych dziadków i przodków tych wszystkich pierdół nie było i wszyscy się wychowali często było ich 3,4,5,10…, żyją i mają się dobrze;) więc da się bez tego żyć…

    1. W czasach naszych dziadków nie było też wielu przydatnych rzeczy, np. sensownych mydeł i szamponów 😉 A na przykład muślinowe ubranka to był standard jeszcze 100 lat temu. A potem jest wielkie oburzenie, że „zamiast” muślinu dostaje się „zwykłą bawełnę” 😀

  7. Najlepszy jest Instytut Matki i Dziecka gdzie rekomendacja to podobno 150 tysi. Jak dla mnie ich rekomendacja to z marszu dyskwalifikacja produktu. Co do minky dałam sie zrobic w bambuko i niby miekkie ale tak grube i nieprzepuszczające powietrza ze malucha mozna w tym kocyku ugotowac. Sluzy mi teraz jako tło do zdjec 🙂 Aha i te genialne poduszki motylki antywstrzasowe – okazalo sie ze miedzy skrzydełka motylka wchodzi głowa…lalki a nie niemowlaka. Dobrze ze nie zapłaciłam duzo wiec wyrzuty sumienia byly mniejsze.

    1. Też raczej omijam te z rekomendacjami, chociaż na przykład pieluchy z Lidla mają pozytywną opinię IMiD. No okej, zapłacili, ale ludzie, to pieluchy 😉 Minky rzeczywiście jest grube i grzeje mocno, mam kilka rzeczy z nim (śpiwór do wózka), są świetne na chłody 🙂 Poduszki z minky też są spoko. Kocyki mamy trzy, wszystkie w prezencie, jeden ze szpitala i ma ocieplenie – to porażka jest 😉 Dwa pozostałe bez ocieplenia i jak jest zimno, to są super, tylko trzeba przykrywać od tej strony z bawełny 😉

Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dziesięć + 20 =