Mniej smartfona, więcej życia. Jak powiedziałam social mediom „dość”

Więcej czasu spędzałam „na telefonie” niż śpiąc.

  • Limity na niektóre aplikacje — mogę zerknąć na Instagram, ale mam tam ograniczony czas, który w tygodniu wykorzystuję w pracy, nie na doomscrolling. 2x po 20 minut w weekend w zupełności wystarcza, żeby nadrobić wiadomości czy wrzucić krótkie story.
  • Automatycznie włączające się tryby z ograniczeniami — np. praca/focus, relaks, weekend itd. Dostosowałam je sobie pod swoje potrzeby. Szczególnie skuteczne jest przełączenie ekranu na skalę szarości. Większość aplikacji wygląda wtedy mało atrakcyjnie.
  • Brak social mediów bezpośrednio przed snem — póki tego nie zrobiłam, nie miałam świadomości, jak wieczorna sesyjka scrollowania zmniejsza jakość mojego snu, wpływając na puls i efektywność regeneracji.
  • Włączenie czujnika „używanie telefonu, kiedy idziesz” — wiadomo, czasem trzeba, ale chcę robić to tylko w takich momentach, a nie „zombiakować”. Szczególnie że w Londynie to ryzykowny proceder.
  • Odinstalowanie aplikacji streamingowych — nie mamy telewizora, więc puszczałam sobie seriale na telefonie i brałam go ze sobą wszędzie. Kuchnia, sypialnia, łazienka, toaleta. Zdecydowanie wolę obejrzeć sobie jeden odcinek na laptopie niż pochłonąć cały sezon w jeden dzień, patrząc na ekran jednym okiem.
  • Odinstalowanie wszelkich nadprogramowych aplikacji — potraktowałam telefon utylitarnie i z aplikacji rozrywkowych zostawiłam Duolingo, gdzie odświeżam francuski. Jak mnie najdzie na sudoku, to mam takie na papierze.
  • Oddzielenie pracy od prywaty — komunikację służbową przeniosłam do innej aplikacji niż ta, z której korzystam do rozmów z rodziną czy przyjaciółkami.
  • Odobserwowanie kont „edukacyjnych” — zrobiłam to, kiedy zdałam sobie sprawę, że gros wiedzy o świecie czerpię z SM. A to zazwyczaj informacje powierzchowne, miks faktów z opiniami, z konieczności podlany kontrowersyjnym sosem „dla zasięgów”. Przestawiłam się na prasę online, książki oraz podcasty. Z internetu uczę się tylko takich rzeczy, jak makijaż czy gotowanie.
  • Odobserwowanie kont z contentem opartych na zakupach — nie widzę dla siebie korzyści w oglądaniu tego, że ktoś sobie po raz trzeci w tym miesiącu kupił nowe „najlepsze” leginsy, lakier czy lafufu. Nawet jeśli zaoferuje mi zniżkę. I tak nie kupię.
  • Zdjęcia tylko do albumu — kiedy przestałam tworzyć content i pilnować, żeby z każdego wydarzenia czy wyjścia mieć: foty na stories, foty na feed, foty na bloga i foty do rodzinnego albumu — spędzam mniej czasu robiąc zdjęcia. A te, które robię, są rzeczywiście fajne, a nie pięć tysięcy ujęć pleców męża i dziecka na różnym tle, lol.
  • Odkładanie telefonu — jeśli telefon leżał pod ręką, to nawet przy wyłączonych powiadomieniach sięgałam po niego odruchowo. Zaczęłam też mówić sobie głośno przed wstaniem i sięgnięciem po telefon, po co to robię, np. „sprawdzam tę datę na Wikipedii”, „dzwonię do mamy”, „szukam dziecku baletek”, bo złapałam się na tym, że czasem sięgam w konkretnym celu, po czym rozpraszam się ikonkami nowych wiadomości i po paru minutach już nie pamiętam, co planowałam zrobić.
  • Korzystanie z czytnika e-booków — staram się czytać więcej książek, a mniej internetów. Czytnik leży przy łóżku i nabrałam zwyczaju czytania przez 15-30 minut wcześnie rano, zanim reszta rodziny wstanie. Uwielbiam ten czas! Przy tej okazji poprawiła mi się znacznie umiejętność skupienia się na dłuższym tekście.
Na koniec mam pytanie, które sobie zadałam jakiś czas temu: czy jesteś ciągle online, bo czujesz, że musisz, czy po prostu chcesz?
Ja moją odpowiedź już znam. Pora na Ciebie.

By

Posted in

Jedna odpowiedź

  1. Awatar Renata
    Renata

    Od jakiegoś czasu wiem, że nie chcę być ciągle online. To paskudne uczucie, tak odkryć, że brakuje mi czasu na rzeczy które lubię, bo marnuję go na bycie zombiakiem. Przytłaczające, gdy siedzi się w metrze w otoczeniu zombiaków.
    Staram się ograniczać telefon w ogóle, odkleić go od ręki, nie nosić do łazienki, pozwalać sobie ciągnąć rozpoczęty wątek albo czynność pomimo sygnału nadejścia jakiejś wiadomości, wyciągam relacje na żywo na pierwszy plan.
    Ale bywa ciężko, przyznaję.
    Pocieszam się, że jak już raz wyszłam z matrixa, to mimo tego, że czasem się w nim znowu gubię, to pojawia się dyskomfort i chęć powrotu do trybu offline. Że rozpoznaję ten szczególny stan rozpieprzenia, który ogarnia mnie po wieczorze spędzonym na scrollowaniu instagrama.
    Z przyjemnością przeskakuję z Twojego insta na bloga, na dłuższy tekst, taki w starym stylu, dzięki za to! 🙂 I to jest wybór świadomy, nie lecę tu niesiona falą algorytmu.
    pozdrawiam!

Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

2 × trzy =