Pewnego dnia w marcu

Pewnego dnia usłyszeliśmy wszyscy: od dzisiaj zostań w domu.

Oh yesterday came suddenly

Na początku był dystans i niedowierzanie. Bo epidemie to jest coś, o czym czyta się w książkach. Albo w newsach z Azji czy Afryki. Do tego trochę heheszków i memów. I jeszcze nadzieja – tak jak kiedy zbliża się burza i myślimy „może przejdzie bokiem”, „może nas ominie”. Zmiana kursu przyszła nagle. Z dnia na dzień statkiem zaczęło telepać i nie wiadomo, jak zniesie to załoga.


Business as usual

Podczas gdy w Polsce wprowadzano restrykcje i zapowiadano kolejne, Wielka Brytania funkcjonowała jak zwykle. Ja nie mogłam pozbyć się nieustającego poczucia niepokoju, szczególnie kiedy wychodziłam z domu. Miałam poczucie łamania zasad. Zasad, które ustalili obcy mi ludzie w innym państwie – przypadkiem będącym moim krajem rodzinnym. Tutaj wszyscy powtarzali, że mają sytuację pod kontrolą i żeby myć ręce. Nadal nie wiem, czy mieli (wtedy) rację. Nie potrafię tego ocenić. Oceni ich historia za parę miesięcy. Albo nawet i później.


Keep calm & carry on

W tym okresie dużo płakałam i kiepsko spałam. Niepokój wzmagała atmosfera w sklepach, która nieuchronnie przypominała mi wczesne dzieciństwo, czyli drugą połowę lat 80. Ludzie stojący w ogonkach i „za czym kolejka ta stoi”. Szalone ilości jakichś idiotycznych produktów, typu piklowane cebulki czy mrożone francuskie makaroniki, a obok puste półki po mące, jajkach i papierze toaletowym. Tak jakby inni wiedzieli coś więcej.

Life in the time of pandemia

Marquez powinien dostać tantiemy za te wszystkie hasztagi, które stworzyliśmy. A raczej jego potomni. „[Cokolwiek] w czasach zarazy” opanowało internet. Obecna sytuacja jest bezprecedensowa. Jeszcze nigdy nie mieliśmy tak swobodnego dostępu do mediów, i to zarówno jako odbiorcy, jak i jako twórcy, przy jednoczesnym kryzysie światowym. To ma swoje ogromne zalety. Przede wszystkim pomaga w komunikacji i podtrzymaniu więzi społecznych, kiedy nie da się tego robić na żywo. Ale ma też wady – na przykład dużo więcej jest fake newsów, plotek, miejskich legend i teorii spiskowych. Trudniej zachować spokój.


A shadow hanging over me

Kiedy wybuchła II wojna światowa, moja babcia miała 9 lat, kokardy we włosach i tornister pełen czystych zeszytów na nowy rok szkolny.  W tamten piątek nie poszła do szkoły, a została w domu, pełna przerażenia. Obraz utkwił mi w pamięci i nie mogłam się nadziwić, że ludzie w lecie 39 roku – kiedy cień powoli się do nich zbliżał – mieli taką samą codzienność jak co roku, a w niej plany, marzenia, cele. Podobnie jak moja 21-letnia mama w dniu ogłoszenia stanu wojennego. Nawet w obliczu nadchodzącego końca świata trzeba przewiązać pomidory.


And the world will be as one

Z okna sypialni mam widok na beztrosko kwitnące drzewa. Hiacynty pachną tak samo jak zawsze. Możemy iść nakarmić kaczki albo nasypać wiewiórkom fistaszków. Czas na zimowe kurtki już minął, a Ono wyrosło ze wszystkich butów. Świat toczy się swoim rytmem, nawet jeśli lęk o jutro dławi nas w gardle.


Niedługo przeczytamy z ulgą, że jest lepiej. Zaczną pojawiać się dobre wiadomości. I wróci nasza codzienność. Nie będzie taka sama, bo już zawsze będziemy mieć w pamięci to, co się działo tej wiosny. Stopniowo wypracujemy nową normalność. Jeszcze będzie spokój.


Pewnego dnia w kwietniu.

By

Posted in

Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

12 − cztery =