Nie cierpię dobrych rad. Jestem Zosią-samosią i wolę sama do wszystkiego dojść. Ale te trzy rady, które usłyszałam od mamy, to jeden z moich najcenniejszych skarbów. Dzisiaj posyłam go w świat. Choć to żadne odkrycie Ameryki, to dobrze, żeby się przydał.

Ostatnio Matka tylko jedna i Nadine pytały, zupełnie niezależnie od siebie, o rady dla matek. Jak mówiłam Wam jeszcze przed porodem, zupełnie nie czuję się kompetentna w tym temacie. Bo jednak, umówmy się, to żadne doświadczenie, jeśli się ma jedno, ledwie kilkumiesięczne dziecko. Jeśli chcecie uzyskać ode mnie jakiekolwiek porady macierzyńskie, zapraszam za jakieś 20 lat, kiedy Ono nie będzie już dzieckiem i samo opowie o efektach moich działań matczyno-wychowawczych.

Mam jednak ogromne szczęście w postaci świetnego kontaktu z moimi rodzicami, którzy z sukcesem wychowali trójkę dzieci, różniących się od siebie diametralnie pod wieloma względami. Dlatego, kiedy mam jakiś problem, nie googlam ani nie wchodzę na forum dla matek, ale najpierw dzwonię do mojej mamy. To ona przekazała mi trzy ważne i niezmiernie uniwersalne rady.

#1 Szukaj rozwiązań, nie winnych

Tak naprawdę to jest rada na każdy problem, na każdą porażkę i na każde potknięcie życiowe. Odkąd nie rozpamiętuję, co się nie udało i dlaczego to była moja wina, żyję spokojniej. Bo nie ma nic gorszego, niż obudzić się o czwartej nad ranem i nie móc zasnąć z powodu poczucia winy. Zwłaszcza jeśli masz w domu niemowlaka, który wstaje punkt piąta.

W obliczu problemów znacznie bardziej konstruktywne okazuje się poszukiwanie rozwiązań. Bo właściwie co mi przyjdzie z tego, że znajdę winnych i w mojej głowie osądzę go oraz skażę na śmierć? Problem będzie istniał nadal, a jeśli tym winnym będę ja, udręczona poczuciem winy nie będę potrafiła się z nim wziąć za bary.

#2 Nie porównuj

Siebie: z koleżanką z pracy, z przyjaciółką z liceum, z celebrytami i aktorami, z pisarkami, dziennikarkami i legendami tego-czym-zajmujesz-się-zawodowo, z teściową, z własną matką i z innymi matkami.

Swojego dziecka z innymi dziećmi, a partnera z innymi partnerami.
Swojego stanu posiadania z tym, co ma sąsiad, znajomi albo jeden taki bloger, o którym ostatnio czytałaś.

Comparison is the  thief of joy.

– Eleanor Roosevelt

Porównywanie nie ma sensu z wielu powodów i o tym można by napisać całe epopeje. Głównym powodem jednak jest to, że każdy człowiek jest inny, ma inne potrzeby, charakter, talenty i sytuację życiową. Porównując, nie jesteś w stanie cieszyć się tym, co masz ani być tu i teraz. A to prosta droga do unieszczęśliwienia się.

#3 Wszystko mija

To może być przykra myśl, bo przypomina, że miłe rzeczy też nie trwają wiecznie. Ale jednocześnie budująca, kiedy przypomnisz sobie te wszystkie trudne okresy w swoim życiu, będące przeszłością. Jakoś łatwiej jest zacisnąć zęby, kiedy powiesz sobie, że wytrzymasz jeszcze pięć minut, jeszcze ten jeden dzień, jeszcze te dwa miesiące, a potem koniec.

Kiedy Ono ryczy albo walczy dzielnie z moimi metodami usypiania, mam wrażenie, że to trwa całą wieczność. Ale powtarzam sobie wtedy, że to minie. W końcu zaśnie, w końcu się uspokoi, w końcu przestanie budzić się w nocy i wyć w foteliku samochodowym. Nie będę przecież chustować aż do matury.


Macie takie rady, które pomagają Wam mierzyć się z codziennością?