Rozważania o tym, co podarować ludziom, którzy mają wszystko.

Zawsze lubiłam dawać prezenty. Obmyślać, wyszukiwać, obserwować wybuchy entuzjazmu. Ale mam wrażenie, że w dzisiejszym świecie to coraz trudniejsze.

Bo widzicie, jestem idealistką.

Lubię dawać prezenty z kategorii „na pewno będziesz używać, ale sobie tego nie kupisz”. To dotąd obejmowało sporo ułatwiających życie gadżetów, z których istnienia obdarowani nawet nie zdawali sobie sprawy. Albo które uznawali za zbędne wydatki. Jak poduszka do wanny. Designerskie młynki do przypraw. Powerbank.  Sprowadzana z USA koszulka z ręcznie robionym nadrukiem. Bilety na koncert. Wielką radość sprawiało mi zawsze zastanawianie się, co kogoś ma szansę ucieszyć. A przynajmniej do momentu, w którym uświadomiłam sobie jedną ważną rzecz.

Wszyscy mamy wszystko.

Poza osobami żyjącymi w biedzie, głównym problemem ludzi z naszego kręgu kulturowego nie są luki w stanie posiadania, a przytłaczający nadmiar przedmiotów. Nasze domy są pełne nienoszonych ubrań, zakurzonej biżuterii, nieotwartych kosmetyków, zbędnych gadżetów, durnostojek i kurzołapów. Toniemy w tym wszystkim, a zamiast pozbyć się nadwyżki, zmieniamy mieszkania na większe.

Minimalizm zaczyna się wraz z uświadomieniem sobie, jak niewielka część tego, co posiadamy wystarczyłaby nam do przeżycia (…) Wszystko ponad owo wystarczające minimum jest zbędnym obciążeniem. Można się tego ciężaru pozbyć i zobaczyć, co z tego wyniknie. Nie jest to jednak wykonalne, dopóki nie uwolnimy się od żądzy posiadania.

Anna Mularczyk-Meyer, „Minimalizm po polsku”

Doświadczać zamiast posiadać.

Nie znam zbyt wielu prawdziwych minimalistów. Wręcz przeciwnie: obie moje rodziny  moja własna i ta, w którą weszłam po ślubie  wprost deklarują, że nie wyobrażają sobie świąt bez prezentów. Ale niestrudzenie zarażam ich filozofią „nieposiadania” i zaczynam powoli widzieć efekty. Myślę, że za parę lat wszyscy zrozumiemy, że nie tędy droga. Że zapychanie naszej przestrzeni życiowej kolejnymi przedmiotami wcale nie prowadzi do zwiększenia poczucia szczęścia. Ani nie przybliża do znalezienia sensu w życiu.

Z czego ucieszy się minimalista?

Nie będę się bawić w bycie głosem całej, różnorodnej grupy. Podrzucę po prostu trochę pomysłów, które można zrealizować nawet w ostatniej chwili.

  • rzeczy zużywalne, jak kosmetyki z dobrym składem, niszowe perfumy, wyjątkowa kawa czy herbata, luksusowy alkohol, oryginalna oliwa prosto z Hiszpanii czy butelka octu balsamicznego z Modeny, czekolada z małej manufaktury w Szwajcarii, przetwory własnej roboty…
  • bony na masaż, wyjście do spa, lot balonem, 15 minut w tunelu aerodynamicznym, aplikacje w iStore czy w Google Play…
  • ebooki  w niektórych e-księgarniach (Publio, Woblink) można je zamówić na prezent, co jest idealne dla e-moli. A jeśli budżet na to pozwala, to czytnik też jest świetnym upominkiem!
  • bilety do teatru, opery, kina, na koncert, na pociąg lub na samolot…
  • piękne rzeczy  porcelana, biżuteria, album, plakat na ścianę… (Z tym ostrożnie, trzeba dobrze wybadać odbiorcę, żeby nie zagracać mu domu, a podarować coś, czego będzie z przyjemnością używać).
  • czas, czyli najcenniejsze, co możemy komuś dać  babci podaruj jeden dzień, który spędzicie tak, jak ona lubi, młodej mamie trochę czasu tylko dla siebie, a partnerowi wieczór we dwoje w restauracji, do której wybieracie się już od roku. Tylko tyle. Aż tyle.

A jaki prezent jest Waszym wymarzonym w tym roku? Mnie od lat najbardziej cieszą książki. I biżuteria.