Jedni mówią, że rzadkie imię to problem i krzywda.
A ja twierdzę, za Jadwigą Łuszczewską, że piękne imię to gwiazda zawieszona na skroni.

Nadanie imienia to pierwszy prezent, jaki dajesz swojemu dziecku. Jeden z najważniejszych, bo na całe życie. Nie wierzę w teorie, że imię wpływa na charakter, ale faktem jest, że to część naszej tożsamości.

Z imionami jest jak z ubraniami: można wybrać małą czarną o klasycznym, ponadczasowym kroju; ciuch super trendy, który w danym sezonie noszą wszyscy i który szybko wyjdzie z mody; coś oryginalnego, uszytego w niewielkiej liczbie egzemplarzy.

Znam trochę dziewczyn, które noszą mało popularne imiona – czyli takie, które znajdują się poza pierwszą pięćdziesiątką w rankingu imion dla całej populacji Polski. Poprosiłam kilka z nich, żeby opowiedziały mi, czy fajnie jest mieć rzadkie imię. (Liczby w nawiasach to pozycja danego imienia w rankingu nadań dla rocznika autorki wypowiedzi).

Blanka (127)

Rzeczywiście, często ludzie nie mogą uwierzyć, że tak mam na imię i przerabiają je po swojemu: a to na Dankę, a to na… Blandynę! Dużo osób nie wie, jak napisać Blanka ze słuchu. Na stronie mojego instytutu wciąż widnieję jako Beata. Nie mam dzieci, ale na pewno nadałabym im rzadkie imiona. To wyróżnia w życiu, jestem jedyna w swoim rodzaju.

Andrea (>300)

Jak byłam w przedszkolu, to chciałam mieć na imię jak bohaterka mojej ulubionej bajki, ale trwało to bardzo krótko. Teraz za nic nie zamieniłabym się z kimś z pospolitym imieniem, bo to gwarantuje głupią ksywkę, na którą najczęściej nie ma się wpływu.

Większość ludzi traktuje moje imię jako łamacza lodów i zawsze o nie pytają. To nieco męczące, ale lepsze niż rozmowa o pogodzie. W życiu dorosłym nie miałam z nikim żadnych problemów, poza momentami, kiedy ktoś zaadresuje mi pocztę, tłumacząc moje imię na polski w jego męskiej wersji.

Moja matka ma na imię Marzanna. Nie Marzena, tylko Marzanna. Pewnie dlatego nie miała rozterek typowych dla rodziców z „normalnymi” imionami. Myślę, że ludzie z normatywnymi imionami strasznie panikują i wyobrażają sobie niesamowite rzeczy. Tak naprawdę wszystko jest kwestią osoby, a nie imienia które nosi.

Linda (132)

Moje imię to był zawsze fajny wyróżnik, bo nigdy nie lubiłam się wtapiać w krajobraz. Ale tylko w Polsce jest rzadkie i tylko tu mam z nim problemy. Wiecznie mnie przerabiają na Kingę, Lidię itd. albo pytają, czy moje imię to nazwisko. Przezwisko „Boguś” też już nieraz słyszałam. Cała reszta świata za to rejestruje słowo Linda bez szwanku. To duże ułatwienie, jeśli się mieszka za granicą. Marzenom czy Katarzynom, które emigrowały, głęboko współczuję.

Gabriela (58)

Blog Gabi: KLIK.

Kiedyś nie znosiłam mojego imienia, zwłaszcza w jego najbardziej oficjalnej formie. Czasami, mimo że coraz bardziej popularne, wciąż ktoś zapisuje je nawet przez y („Gabryela”), co powoduje, że czuję się, jakbym miała już ze 100 lat. W ogóle brzmi strasznie poważnie i urzędowo.

W miarę upływu czasu polubiłam swoje imię, nie chciałabym być już setną Kasią czy Anią w klasie – kiedy przedstawiam się komuś pełnym imieniem i nazwiskiem, to wszyscy wiedzą o kogo chodzi, jest to bardzo przydatne w pracy i towarzysko, PR-owo. Uważam, że to całkiem niezły kapitał, jeśli chodzi o poznawanie nowych ludzi i bycie rozpoznawalnym.

Diana (73)

Podoba mi się to, że moje imię nie jest zbyt popularne. Dzięki temu nie potrzebuję pseudonimu. Po raz pierwszy swoją imienniczkę poznałam tuż przed trzydziestką! Bardzo dziwne wrażenie, na szczęście od razu się polubiłyśmy. Plusem jest też to, że jest to imię „międzynarodowe” – w innych językach najczęściej pisze się je tak samo.

Nie potrafię na razie odpowiedzieć na pytanie, czy nazwałbym rzadkim imieniem swoje dziecko. Na pewno chciałabym, żeby nie było to imię z pierwszej dwójki najpopularniejszych w danym momencie, poza tym ważniejsze chyba jest dla mnie to, żeby mi się podobało.

Honorata (80)

Szczególnie w pokoleniu naszych rodziców zdarza się, że ktoś po raz setny pyta: „a gdzie masz Gustlika?” albo komentuje, że „rodzice zapewne są miłośnikami Czterech Pancernych”. Na szczęście postać serialowej Honoraty budzi raczej sympatię, co przekłada się na wstępne dobre wrażenie.

Córkę nazwaliśmy Jadwiga (na wspomnienie ukochanej babci i po charakternej królowej Jadwidze Andegaweńskiej, która de facto była królem), a syna – Roch, bo słowo ma fajną etymologię („skała”, „niezłomny”) a jednocześnie nie budzi raczej negatywnych skojarzeń. Podejrzewam jednak, że młodego czekają zmagania z pytaniami o „Potop” albo komiksy Janusza Christy, no ale w końcu będzie niczym skała, więc przyjmie to na klatę. A poza tym Roch to wielki i silny chłop, każdy to wie!

Olga Tatiana (45)

Moje imię może nie jest najrzadszym z imion, ale z pewnością jest specyficzne. Dość regularnie jestem pytana o rosyjskie korzenie (zwłaszcza gdy podam swoje drugie imię, Tatiana), których nie posiadam – choć częściowo pod wpływem imienia nauczyłam się przepięknego języka rosyjskiego.

Ale, co ważniejsze, da się tym imieniem świetnie manipulować – rodzina i przyjaciele mówią na mnie Ola, co jest fajnym, miękkim (choć niekoniecznie lubianym przez wszystkie Olgi) zdrobnieniem. W pracy zaś jestem Olgą Tatianą – profesjonalną panią nauczyciel, dyrektor; artystką.

Wiktoria (106)

Uważam, że fajnie jest mieć imię, które wyróżnia. Teraz Wiktorii jest całe mnóstwo i nieraz zdarzyło mi się obracać się w markecie lub parku na dźwięk „mojego” imienia, ale w przedszkolu czy w szkole podstawowej nie było tak ono powszechne.

Mniej popularne imię daje zawsze możliwość zagadania. Chociaż zdarzały mi się momenty, kiedy wyjątkowe imię nie było mi na rękę. W szkole czy na studiach, gdy prowadzący przeglądał listę obecności z myślą „kogo by tu zapytać?” i omijał wzrokiem wszystkie Kasie, Basie i Asie, to prawie zawsze zatrzymywał się na Wiktorii… Mimo tych sytuacji nigdy nie zamieniłabym się na inne imię.

Nie mam dzieci, ale jeśli będę je miała na pewno nadam mu jakimś mniej popularne imię, bo to +10 do wyjątkowości.

Michalina (60)

Co do mojego imienia: szczerze je uwielbiam i zawsze tak było. Nigdy nie czułam się z nim nieswojo, przeciwnie, miałam wrażenie, że mnie w fajny sposób wyróżnia.

Całe dzieciństwo byłam Misią, na studiach najczęściej mówiono na mnie Miśka, a ostatnio w pracy zawodowej chętniej przedstawiam się jako Michalina, więc trochę mam wrażenie, że mam kilka imion.

Judyta (88)

Zawsze w klasie miałam kilka osób o tym samym imieniu i cieszyłam się, że ja jestem jedyna. Pamiętam jaki szok przeżyłam, kiedy w końcu poznałam kogoś o tym samym imieniu – nawet było mi smutno! Teraz, szczególnie po sukcesie ,,Nigdy w życiu”, poznaję coraz więcej osób, które mają takie imię i się do tego przyzwyczaiłam.

Jednak (na szczęście) to wciąż rzadkie imię – pracuję teraz każdego tygodnia z miliardem różnych dzieci i do tej pory spotkałam tylko jedną małą Judytkę. Nie zamieniłabym go na żadne inne, mimo że nie cierpię, kiedy notorycznie jestem nazywana Justyną, Jowitą czy Julitą.

Sylwana (> 300)

Jestem szczęśliwą posiadaczką jednego z najrzadszych imion w Polsce. Moi rodzice przeszli długą drogę, by móc mi je nadać ( m.in. dostarczyć do USC opinię profesora UJ ). W życiu nie zmieniłabym imienia na żadne inne, mimo że mam z nim masę problemów. Notorycznie jestem przeinaczana na Sylwię ( chociaż zdarzało się już Swietłana, Sawanna, Sziwana…) Nawet jak już ktoś przyjmie to do wiadomości, i tak słyszę: „Czyli to taka Sylwia, tak mogę do Ciebie mówić.?”.

Kilka lat temu dowiedziałam się też, że w popularnej grze jest postać o takim imieniu, i, że jednak mam kiedyś imieniny (chociaż całe życie byłam przekonana, że jednak nie widnieję w żadnym kalendarzu). Naprawdę, bardzo lubię swoje imię i bardzo lubię zakłopotane miny osób którym się przedstawiam. Syna również uszczęśliwiłam raczej rzadko nadawanym imieniem, chociaż nie tak ekstremalnym jak moje.

Olga (45)

Nie uważam aby imię ‚Olga’ było jakieś bardzo rzadkie, ale jednak nie jest nas aż tak dużo. Cenię sobie swoje imię, dobrze brzmi i rzeczywiście, jakoś mnie wyróżnia od innych. Nigdy nie byłam w klasie ani na roku z żadną Olgą, zawsze byłam jedyna. Co jest fajne, bo sprawia, ze mocniej się identyfikujesz z imieniem. Teraz trochę mi przeszło, ale długi czas lubiłam posługiwać się dwoma imionami: Olga Zuzanna. Uważam za majstersztyk to, że dzięki rodzicom mam dwa imiona, które tak pięknie się łączą i brzmią razem. Nadal jest to dla mnie istotne, ale aż tak już tego nie podkreślam. Ale uważam, że jak dwa imiona ze sobą współgrają, to brzmi to jak muzyka.

To imię ma charakter i swoją moc. Zawsze miałam wrażenie, że Olgi to twardziele i wiele razy, jak było mi gorzej, mówiłam sobie: ale jesteś Olgą, dasz radę. Olga to dla mnie fighter i nie zmieniłabym tego imienia na żadne inne.

Gdybym miała wybrać imię dla dziecka, to ważne byłoby dla mnie, żeby miało „to coś” w brzmieniu, co w jakiś sposób będzie wsparciem także w trudniejszych chwilach. Bardzo prawdopodobne, że ten efemeryczny charakter imienia, o którym tyle piszę, jest związany z tym, że opisywane imiona rzeczywiście są rzadsze i takie „nie wyświechtane”. Że jeszcze zachowują w sobie moc i znaczenie. Jak coś jest bardziej „pospolite” to zaczynasz tracisz możliwosć „wyciągnięcia” pewnych stałych do charakterystyki. Bo jest za dużo zmiennych.

Olga, czyli ja (48)

W roku, w którym się urodziłam, 139 innych mam ze Śląska nadało swoim córkom to imię. To nie tak dużo, zważywszy na to, że i w podstawówce, i w liceum byłam zawsze jedyną Olgą w klasie.

W dzieciństwie traktowałam rzadkość mojego imienia jak negatywny wyróżnik. Zmieniłam zdanie, kiedy jako nastolatka uświadomiłam sobie, że wyróżnianie się to zaleta! Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, żeby ktoś gorączkowo szukał w pamięci, jak mam na imię. Teraz za nic w świecie nie zamieniłabym się z żadną Anią, Kasią ani Agnieszką (pierwsza trójka rankingu w moim roczniku). Imię Olga ma w sobie niesamowitą siłę i fajną energię.


Mam lekkiego imienniczego fioła, dlatego chętnie poczytam ciąg dalszy w komentarzach. Powiedzcie mi, czy lubicie swoje imiona, jak Wam się je nosi i czy wolałybyście być nazwane mniej lub bardziej popularnym imieniem.


A imię ze zdjęcia to jedno z moich ulubionych.
Długo było pewniakiem dla mojej córki,
jeszcze zanim Ono było w planach.