Wsiadłam w samolot do Florencji zaledwie kilka godzin po tym, jak zobaczyłam dwie kreski na teście. Dobrze się stało, bo zdążyłam ochłonąć. Nie dałam się wkręcić w marketingową machinę ciążowego kupowania.

W zeszłym roku urządziłam sobie Kwiecień Bez Zakupów. Przez miesiąc uczyłam się szukać przyjemności niezwiązanych z nabywaniem dóbr – czy chodzi o nowy smak serka czy herbaty, lakier do paznokci, balsam do ciała, czy też nowe buty czy bluzkę.

Eksperyment się udał, a jego efekty widzę do dziś.

Czy w tej sytuacji dziwne wydaje się, że nie chciałam obrosnąć w kolejne dziesiątki rzeczy, tym razem kupowane „bo jestem w ciąży”? Na domiar złego marketingowa otoczka kierowana do przyszłych matek nosi znamiona tego, co – jako osoba zawodowo związana z branżą – nazywam chwytem poniżej pasa. O ile bowiem retoryka reklam większości przedmiotów opiera się o kreowanie potrzeb, sprzedaż wizerunku i stylu życia czy, jak np. przy kwestiach ślubno-weselnych, o mechanizm „ten-jeden-raz-w-życiu-masz-prawo-zaszaleć”, to te przeznaczone dla rodziców można by sprowadzić do krótkiego: „dziecku pożałujesz?”.

Rodzice dają się na to łapać, bo gdyby mogli, przychyliliby nieba swoim dzieciom. Bez względu na koszty.

Na hasło „ile kosztuje ciąża?” internety rzucają kwotami od kilkuset do nawet kilkunastu (sic!) tysięcy złotych. Mieszczą się w tym wizyty u lekarza i niezbędne badania, diagnostyka USG, leki i suplementy diety, kosmetyki i inne środki do pielęgnacji, bielizna i ubrania mieszczące zmieniającą się sylwetkę, zajęcia sportowe i/lub fizjoterapia, pozostałe gadżety ułatwiające ciężarnej życie, no i wreszcie szkoła rodzenia i koszty porodu. Dzięki przyzwyczajeniu do rozsądnego wydawania, w moim przypadku koszty ciąży oscylowały na szczęście bliżej tej dolnej granicy.

Moje ciążowe hity

Szkoła rodzenia

On stwierdził ostatnio, że to najlepiej wydane pieniądze przez cały okres ciąży. Zgadzam się! Za kilkaset złotych (chodziliśmy na zajęcia prywatne, ale są też bezpłatne kursy tego typu, prowadzone przez szpitale) dostaliśmy oboje ogromny pakiet wiedzy, który pozwolił nam bezproblemowo rozpocząć życie z Ono. Mnie szczególnie przydały się zajęcia dotyczące karmienia piersią, natomiast On najbardziej chwali sobie ćwiczenia praktyczne z opieki nad noworodkiem. Naprawdę warto znaleźć trochę czasu na szkołę rodzenia, żaden poradnik tego nie zastąpi.

Poduszka rogal

Bóle pleców dały mi się we znaki dość wcześnie, bo jeszcze w pierwszym trymestrze. Wtedy zamówiłam w internecie wielką podłużną poduchę, którą nazwałam Stefanem. On nie był zachwycony i ochrzcił biednego Stefana mianem Pytonga vel poduszki rozwodowej, bo rzeczywiście było tak, jak gdyby w naszym łóżku pojawił się ktoś trzeci. Ale dla moich pleców ta obecność okazała się zbawienna. No i mogłam spać tak, jak lubię, czyli na brzuchu!

Genialna do spania w ciąży jest też poduszka w kształcie kury z La Millou. Moją (oczywiście turkusową) dostałam w prezencie gwiazdkowym i używałam do spania, do siedzenia, do tulenia, a obecnie służy jako łóżkowy „zderzak” i jako poduszka do karmienia. Ono zawsze bardzo się cieszy, kiedy kładę je na kurze, bo to widomy znak, że zaraz dadzą jeść.

Dobry biustonosz

Skok z 65E do 75E sprawił, że musiałam wymienić wszystkie biustonosze. Kiedy to zrobiłam, odetchnęłam z ulgą. Wreszcie nic nie bolało! Dobrze dobrane staniki to dość spory wydatek, ale wiem, że chirurgiczne poprawianie obwisłego biustu kosztowałoby dużo więcej.

Balsam do ciała DIY

Masło kakaowe, masło shea, nierafinowany olej kokosowy – roztapiam, mieszam, schładzam przez noc w lodówce, ubijam mikserem jak śmietanę i przekładam do słoiczka. Pachnie jak batonik Bounty! To naturalna wersja wszystkich drogeryjnych balsamów dla ciężarnych. Smarowałam tym specyfikiem brzuch, biodra i biust, żeby ulżyć trochę przesuszonej, swędzącej skórze. Niby zapobiegł też rozstępom, ale w to nie wierzę, rozstępy to kwestia genów.

Poradnik „Dziecko bez kosztów”

Pozwolił mi skompletować rozsądną i sensowną wyprawkę, bez rujnowania się na niepotrzebne gadżety.

A o moich rozsądnych zakupach dla Ono oraz o wyprawkowych kitach przeczytacie już pojutrze w następnym wpisie.

Foto: Kasia | Pi Razy Oko