– A słyszałaś o programowaniu żywieniowym? – zagadnęła życzliwie M., mama dwulatka.
Kawałek chałki z dżemem, ulubione śniadanie w szóstym miesiącu, stanął mi w gardle.

Od lat zwracam uwagę na to, co jem. Czytam etykiety, sprawdzam indeks glikemiczny produktów, gotuję w domu. Po słodycze i junk food sięgam rzadko. Wyleczyłam anemię, wyniki badań mam dobre, wagę w normie. Jak się okazuje, to za mało. Teraz jeszcze miałam na głowie programowanie. I poczucie winy, że zaczęłam tak późno.

– Musimy się spotkać na kawę. Nie, na herbatę, bo przecież jesteś w ciąży! – usłyszałam od A. Złapałam się za głowę. Całkowite odstawienie kawy to chyba najpopularniejszy mit na temat ciążowej diety, powielany też przez seriale i filmy. Niesłusznie, bo niewielkie dawki kofeiny nie są szkodliwe dla rozwoju dziecka. A wielkich każdy z nas powinien unikać.

Dozwolona w ciąży dzienna porcja kofeiny to ok. 200 mg. To oznacza 2-3 espresso lub  1-2 kubki kawy z ekspresu przelewowego, lub 3 kubki czarnej herbaty, lub  5 puszek napoju typu cola.

– Jesz fetę? Nie boisz się o dziecko?! – zdumiała się N. I nie chodziło o amfetaminę, a o zwykły ser w sałatce greckiej. Oczywiście wiedziałam, że sery z mleka niepasteryzowanego, tak jak mleko „prosto od krowy”, to ryzyko listeriozy, która w ciąży jest bardzo groźna. Tyle że prawo (polskie i chyba nawet unijne) zakazuje sprzedaży takich serów w zwykłych sklepach. Można je dostać jedynie na bazarkach, targach produktów regionalnych itd., natomiast paczkowane mozzarella, feta, camembert, brie, gorgonzola i inne miękkie sery są dla ciężarnych bezpieczne. 

Surowizna to kolejny drażliwy temat, zwłaszcza że od kilku miesięcy marzy mi się carpaccio. Niestety, dwóch lekarzy poradziło, żebym zjadła je dopiero, kiedy Ono zjawi na świecie. Choć toksoplazmozę przeszłam –bezobjawowo – jeszcze w dzieciństwie i jestem odporna, to surowe mięso wciąż może stanowić zagrożenie, więc jakoś wytrzymuję. Za to bez ograniczeń pochłaniam domowy kogel-mogel, tiramisu, omlety i jajecznicę. Przed salmonellą na szczęście dość łatwo się uchronić.

Salmonella znajduje się w odchodach zakażonych zwierząt i ginie w temperaturze ok. 70 stopni. Według zaleceń Sanepidu, obowiązujących w gastronomii , wystarczy porządnie umyć surowe jajka w ciepłej wodzie z detergentem, by pozbyć się zanieczyszczeń, a następnie polać skorupki wrzątkiem.

Zalecenia na temat tego, co jeść w ciąży, przypominają nierzadko legendy miejskie.

Przykłady? Teściowa W. zabroniła jej jeść wszystko, co smażone (bo dziecko będzie tłuste). K. gremium rodzinne zakazało truskawek (żeby dziecko nie miało czerwonych znamion). J. nie śmiała tknąć ostrych przypraw (dziecko urodzi się nerwowe), a ciemna karnacja nowo narodzonego synka P. miała rzekomo być konsekwencją jedzenia zbyt dużych ilości czekolady.

S. z soków piła tylko pomidorowy (bo cytrusy uczulają, jabłko fermentuje, a marchewka ma wit. A, której nadmiar może szkodzić dziecku). Lepiej nie jeść też kurczaków (hormony), wołowiny (choroba wściekłych krów), wieprzowiny (pasożyty) ani ryb (rtęć, antybiotyki i zanieczyszczenia). Jeśli warzywa, to tylko z działki (ołów), jeśli owoce, to tylko polskie (alergie) i niepryskane (pestycydy).

I weź tu, człowieku, programuj żywieniowo!

Najzabawniejsze przy tych zaleceniach domorosłych dietetyków są wskazówki lekarzy i położnych, którzy powtarzają, że dieta w ciąży powinna być przede wszystkim zróżnicowana i zbilansowana pod względem składników odżywczych.

Wniosek na koniec: gdyby pozbierać do kupy wszystkie krążące wśród ludzi mity i przesądy na temat jedzenia w ciąży, musiałybyśmy żywić się samą ekokaszą. Gryczaną, bo lokalna i bezglutenowa. Byle na sucho, bo przecież w wodzie są metale ciężkie.