Kiedy ktoś pyta pana K., kim jest, ten zawsze mówi: śpiewakiem. Śpiewanie to bardzo ważna część jego życia. Robi to rano i wieczorem.
I zawsze w czwartki, bo to w czwartek urodził się śpiewak, którego podziwia najbardziej.

Pan K. zaczął śpiewać, zanim jeszcze nauczył się mówić. Na koncerty zabierano go regularnie już jako niemowlę, żeby się przyzwyczaił. Pomogło. Teraz nie wyobraża sobie czwartku bez śpiewania. I pozostałych dni. Jego rodzice też śpiewają od najwcześniejszego dzieciństwa. Tak jak ich rodzice. I sąsiedzi, i rodzice sąsiadów.

Pan K. szczęśliwie mieszka w kraju, w którym śpiewa ponad 90% ludzi.

Ponad połowa nie robi tego regularnie, a jeden na czterech nigdy nie miał w rękach biografii idola (tego, który urodził się w czwartek). Wszyscy jednak zgodnie przyznają, że są śpiewakami.

Wszyscy też uczą śpiewu swoje dzieci. Wszyscy, jak pan K., nie wyobrażają sobie bez śpiewu najważniejszych momentów w życiu człowieka: narodzin, ślubu, pogrzebu. Zresztą przecież śpiewanie na ślubie daje taki ładny efekt. I wychodzi dobrze na filmie.

Wielu znajomych pana K. chodzi na koncerty i warsztaty, śpiewa przy pracy, podczas jazdy autobusem. Niektórzy wolą śpiewać rano, tuż po przebudzeniu. Innym bardziej odpowiada wieczór, przed pójściem do łóżka. Bywają tacy, których obraża fałszowanie, a nawet niszczenie śpiewników. Bardzo oburzeni, zgłaszają się wówczas do odpowiedniego urzędu, który Wyciąga Konsekwencje.

Pan K. uważa, że ludzie, którzy nie śpiewają, są nieszczęśliwi.

Nie mają w życiu żadnego oparcia. Chciałby, żeby cały świat śpiewał. Dlatego swój 1% oddaje na fundację, która uczy śpiewać dzieci z sierocińców w Timbuktu.

Kiedy są wybory, pan K. głosuje na partię, która chce wprowadzić obowiązkowe śpiewanie. Ta partia postuluje, żeby śpiewali wszyscy, bez względu na chęci, talent czy umiejętności. Ma poparcie największych nauczycieli śpiewu w kraju, którzy sądzą, że tylko śpiew klasyczny można nazwać prawdziwym śpiewem. Nucenie, mruczando czy jazzowe wygibasy gardłem są niedopuszczalne. Niektórzy znajomi pana K., tak jak władze partii, chcieliby powrotu do czasów, kiedy za śpiew inny niż klasyczny były surowe kary.

Każdy z nas zna jakiegoś pana K.


Dziękuję RICIE za rozmowę nad hummusem,
bez której ten wpis by nie powstał.